Zupa chrzanowa na śniadanie

Aleksandra Ślifirska
Piotr Matusiak, szef Izby Seniora, która mieści się w zabytkowej Gawlikówce zaprasza na wspólny, świąteczny posiłek. Fot. Marcin Tomalka
W Izbie Seniora, w której cyklicznie spotykają się stali bywalcy zabytkowej Gawlikówki, przygotowania do Wielkanocy zakończyły się już w środę. W przyszłym tygodniu giszowianie spotkają się tu przy wspólnym, ...

W Izbie Seniora, w której cyklicznie spotykają się stali bywalcy zabytkowej Gawlikówki, przygotowania do Wielkanocy zakończyły się już w środę. W przyszłym tygodniu giszowianie spotkają się tu przy wspólnym, poświątecznym śniadaniu.

W izbie znajduje się bowiem kuchnia, urządzona w śląskim stylu. Na razie stoi tu wielkanocny baranek, ale za parę dni będą unosiły się zapachy jajek i chrzanu. – Święta to doskonały czas na rozmowy przy jednym stole. Na Śląsku stół zawsze jednoczył rodzinę – mówi Piotr Matusiak, szef izby.
Wiosenny stół świąteczny powinien pachnieć zupą chrzanową o poranku i drożdżową babą popołudniu, kiedy powietrze ma kolor lekko miodowy. Ale zanim usiądziemy za stołem, w Wielką Sobotę powinniśmy przynieść do domu poświęcony ogień z kościoła – mówi Dorota Żurowska, która wspomina tradycyjną, śląską Wielkanoc, zapamiętaną z dzieciństwa na starym Giszowcu.

Tutaj, jeszcze kilkanaście lat temu w maleńkich, zabytkowych domkach Wielki Tydzień był naprawdę wielki. Z ogródka brało się wszystko to, co potrawom przydawało pikanterii i apetycznego wyglądu. – To już nie to, co dawniej. Kiedy byłam dzieckiem święta były prawdziwym wydarzeniem, bo nawet szynka degustowana była z prawdziwym namaszczeniem, a to dlatego, że pojawiała się na stole tylko dwa razy w roku – wspomina Żurowska.

Na starym Giszowcu nie ma już tylu górniczych domków, więc i atmosfery zabrakło. Mało która rodzina ma w spiżarni świeżą słoninkę, a wielkanocnego królika czy kaczkę zostawia zaufana ekspedientka w sklepie. Choć w wielu domach na ul. Przyjemnej dalej jada się na śniadanie zupę chrzanową. Jak sporządzić taki rarytas? Pani Dorota mówi, że sukces tkwi w miarce, którą każda Ślązaczka ma po prostu w dłoni: wszystkiego po trochu i ostrożnie. – Oczywiście w większości przypadków nie jest to już chrzan z własnego ogródka, który na tarle w pocie czoła i łez, przecierał zazwyczaj gospodarz. Po korzeń chrzanu chodzi się po prostu do warzywnika. Ale tradycja nadal jest podtrzymywana – dodaje gospodyni. Do zupy chrzanowej wystarczy świeży starty chrzan i rosół z szynki. Podobno dobrze smakuje z białą kiełbasą. Poza tym można do niej wkroić wszystko wedle uznania, gustu i smaku.
– Kilkanaście lat temu każdy giszowianin hodował stwory (zwierzęta – red.), miał warzywny ogródek, w którym pachniało pietruszką i jabłkami. Moim dzieciom trudno sobie wyobrazić, że te wszystkie specjały można wyhodować własnymi rękoma, a więc magia świąt nie jest taka sama. Widzę to po moich wnuczkach, które nie szukają już zajączka w ogródku, ale pod łóżkiem – wspomina Żurowska, opowiadająca jak rodzice ukrywali przed dziećmi drobne prezenciki między grządkami. Zdaniem gospodyni na świątecznym stole nie może zabraknąć jajek, najlepiej od własnych kur, wtedy żółtka są smaczniejsze, a ich kolor bardziej intensywny. – Jajka tradycyjnie farbuje w łupinach cebuli, ale żeby miały lepszy aromat można je zamoczyć w roztworze z kminku. Wystarczy wrzucić do przegotowanej wody dwie łyżeczki przyprawy, przecedzić przez sito i zalać jaja.

Zupa chrzanowa:
Wielkanocną zupę chrzanową Ślązaczki gotują na rosole z szynki. Do wywaru należy dodać surowy, starty chrzan, mleko i łyżeczkę mąki. Zamiast mleka można użyć śmietany.
To wszystko należy zagotować. Można jeść z pokrojonymi jajkami.

Przepis na drożdżową babę, która zawsze się udaje
Składniki: drożdże, mleko, cukier, mąka, jajka, oliwa, masło i sól.
Przygotowanie: najpierw należy zrobić zaczyn z drożdży. Uzyskamy go rozpuszczając małą kostkę drożdży w letnim mleku (pół szklanki), do tego należy wsypać łyżeczkę cukru. Następnie dodajemy tyle mąki, aby drożdże miały konsystencję gęstej śmietany. Kiedy zaczyn zwiększy objętość dwukrotnie uzupełniamy go dwiema szklankami mąki i 4 jajami (3 żółtka i jedno całe). Następnie dodajemy pół szklanki cukru, łyżkę oliwy, płaską łyżeczkę soli. Tak przygotowane ciasto należy solidnie wyrobić. Na koniec wlewamy łyżkę rozpuszczonego, letniego masła, ale to – co ważne – powinno wylądować w misie, dopiero wtedy, kiedy ciasto będzie już wyrobione. Jeśli będzie za gęste można dodać odrobinę mleka. Ciasto rozprowadzamy na blasze drewnianą łopatką, ale przedtem blachę należy wysmarować masłem i posypać lekko tartą bułkę. Do ciasta możemy wrzucić rodzynki, oprószone lekko mąką, aby rozprowadziły się w cieście równomiernie i nie opadły na dno. Piec w temperaturze: 160 stopni, około 30 minut.

Meszki bolimuszki utrapieniem wakacji

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie