Wspólnie z architektem Robertem Koniecznym przyglądamy się Katowicom i zastanawiamy nad ich przyszłością

Tomasz Breguła
Tomasz Breguła
- Nie zmienimy przestrzeni użytkowej w zieloną. Powinniśmy jednak sadzić drzewa i krzewy wszędzie, gdzie tylko się da - uważa Robert Konieczny.
- Nie zmienimy przestrzeni użytkowej w zieloną. Powinniśmy jednak sadzić drzewa i krzewy wszędzie, gdzie tylko się da - uważa Robert Konieczny. fot. Tomasz Kawka
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Robert Konieczny, znany architekt z Katowic, mówi nam o tym jak postrzega ekologię, o tzw. „betonozie” w centach polskich miast, a także o architekturze przyszłości. Dzieli się też swoimi przemyśleniami na temat współczesnych Katowic i przewiduje, w jaki sposób pandemia wpłynie na nasze podejście do budownictwa.

Jak się panu podobają współczesne Katowice?

Generalnie podobają mi się. Miasto zmienia się w dobrym kierunku. Oczywiście zawsze można się do czegoś przyczepić. Jestem dość wymagający i często krytycznie patrzę także na własne projekty.

Miasto rzeczywiście się zmienia, chociaż mam wrażenie, że żyjąc tu na co dzień, nie zawsze je zauważamy.

To możliwe. Z moich spostrzeżeń wynika, że ludzie, którzy przyjeżdżają tu po wielu latach i kojarzyli Katowice z brudem, smrodem i kominami, widzą ogromną różnicę. Często mówią mi, że zupełnie inaczej zapamiętali to miasto. Bywa nawet tak, że podobają im się zmiany, które mnie nie przypadły do gustu. Wygląda na to, że przynajmniej na zewnątrz, jesteśmy odbierani bardzo pozytywnie.

Ze strony osób, które tu mieszkają, nie zawsze słyszy się już same miłe rzeczy. Mam wrażenie, że „betonoza” to słowo klucz, nie tylko przy okazji rozmów o Katowicach.

Cieszy mnie, że mówi się o niej w tak szerokim kontekście, z jednego prostego powodu. Mam na myśli zmiany klimatyczne. Nie wszyscy w nie wierzą, ale one zachodzą, to fakt udowodniony naukowo. Ta kwestia nie podlega żadnej dyskusji. Świadomość się w nas budzi, co bardzo mnie cieszy, ale z drugiej strony nie możemy też wpadać ze skrajności w skrajność.

Nie zmienimy przestrzeni użytkowej w zieloną. Powinniśmy jednak sadzić drzewa i krzewy wszędzie, gdzie tylko się da. Dzięki temu obniżymy temperaturę. Posadzki kamienne czy betonowe bardzo się nagrzewają, a tam gdzie jest ich dużo, trudno wytrzymać przy wysokich temperaturach. Ważne też, by wszędzie gdzie to możliwe, było jak najwięcej zielonych, aktywnych biologicznie miejsc, które zaabsorbują napływającą wodę, coraz częściej zalewającą nasze miasta.

Niedawno mieliśmy przykład w Niemczech, zalany był też Szczecin. Używano pomp, którymi woda była kierowana do kanalizacji, ale w pewnym momencie stała się ona niedrożna. Warto wprowadzać takie rozwiązania, które spowodują, że będziemy mogli tę wodę przetrzymać w ziemi.

Nie przeocz

W swoim domu, czyli słynnej Arce, już blisko 10 lat temu zastosował pan rozwiązania, dzięki którym można magazynować wodę. Przenosi je pan również do innych projektów?

W Arce zaprojektowałem zbiorniki na wodę, ponieważ już wtedy wiedziałem, że warto ją magazynować. Pomyślałem jednak tylko o podlewaniu ogrodu i teraz żałuję, że nie wykorzystałem jej także do użytku domowego.

Jakie widzi pan rozwiązania, jeśli mówimy o „betonozie” w centrach polskich miast?

Nie możemy zerwać całego betonu, bo miasta przestaną być miejscem przyjaznym dla ludzi. Warto jednak inspirować się na przykład Paryżem, który jako pierwszy zaczął sadzić wiele drzew, które zacieniają posadzki placów i ulic. Nie zrobimy z rynku, który jest sercem każdego dużego miasta, zielonego, porośniętego trawą ogrodu. To przestrzeń, w której zbierają się ludzie, odbywają się koncerty i inne wydarzenia. W tym przypadku zastrzeżenia możemy mieć jedynie do małych miejscowości, w których betonuje się ogromne przestrzenie, a nie zawsze jest to potrzebne. Katowice nie są jednak małym miastem.

Dach podziemnego muzeum Centrum Dialogu Przełomy wykończony jest użytkową posadzką, która służy do różnych aktywności. Drzewa zachowane podczas budowy
Dach podziemnego muzeum Centrum Dialogu Przełomy wykończony jest użytkową posadzką, która służy do różnych aktywności. Drzewa zachowane podczas budowy zacieniają tę przestrzeń. Fot. Robert Konieczny

Warto dodać, że infrastruktura obecna pod ziemią powoduje, że czasem łatwiej postawić donice niż sadzić drzewa. Ludzie często mogą sobie z tego nie zdawać sprawy i dlatego krytykują również to. Podsumowując: musimy szukać balansu, nie przesadzać ani w jedną, ani w drugą stronę.

Powiedział pan, że podobają się panu Katowice, ale krytykuje pan niektóre zrealizowane projekty. Rynek jest jednym z nich?

Niestety, ale tak. Nie podoba mi się rynek w Katowicach i rzadko tam chodzę. Jest na nim niemal wszystko, razem z toaletami, wybudowanymi na dodatek na samym środku tej przestrzeni. Gdyby to zależało ode mnie, skierowałbym ten obiekt do rozbiórki. Nie zawsze czepiam się jednak tylko samej estetyki.

Nie tak dawno pojechałem z żoną na wycieczkę rowerową pod Nowy Nikiszowiec. Zbudowano tam mieszkaniówkę socjalną. Ta inwestycja już pociąga za sobą konieczność budowy dróg, całej infrastruktury, co wygeneruje spaliny, bo przecież mieszkańcy będą musieli jakoś dojeżdżać do centrum miasta i z powrotem. To wszystko powstało – warto podkreślić – na obszarze , który porósł gęsty las.

Znajduje się tam fantastyczna zieleń, a wszystko zostanie wycięte w pień. W mieście, które przez pół roku dusi się smogiem, robi się takie rzeczy. To pokazuje, że ekologia nie jest jeszcze u nas wystarczająco ważna. Stare drzewo, które daje nam cień, powietrze, przetwarza CO2 na tlen, jest nie do zastąpienia.

Nie uważa pan, że Śląsk nadal mentalnie węglem stoi i dlatego z tą ekologią trochę jednak mamy na bakier?

RK: Niestety tak. Ta kwestia spędza mi sen z powiek. To, że ciągle tym węglem, a tym samym brudnym powietrzem, chcemy stać, bardzo mnie niepokoi. Powinniśmy sobie go zostawić na ciężkie czasy, a teraz korzystać z tego co daje nam natura, słońce i wiatr.

Zostańmy jeszcze przy ekologii. Skoro nie podoba się panu osiedle powstające na peryferiach Katowic, to co pan powie o tak głośnej w ostatnich latach, sprawie zabudowywania przestrzeni przy Parku Śląskim?

Przy granicach z parkami, w przestrzeniach zurbanizowanych, trzeba budować. Musimy się pogodzić z tym, że miasta będą się coraz bardziej zagęszczać. To niesie za sobą mniejsze koszty, włączając w to kwestie komunikacyjne. To także bardziej ekologiczne podejście, będące mniejszym obciążeniem dla planety. Co innego gdybyśmy ingerowali w sam park.

Bardziej się boję o katowickie Trzy Stawy niż o Park Śląski. Widzę, że są zakusy, żeby zlikwidować obecną w tym miejscu zieleń. Ufam jednak władzom miasta, że do tego nie dopuszczą. Miasto jest miejscem atrakcyjnym do życia wtedy, kiedy zachowuje obszary zielone. Nie można ich rozdawać i sprzedawać bezmyślnie. Zabudowywać można dookoła.

Dobry przykład to Nowy Jork. Central Park jest tam absolutnie nienaruszalny. To miejsce niemalże święte. Wielu nowojorczyków tam przychodzi i wypoczywa. To także małe płuca Nowego Jorku. Podobnie jak Park Śląski dla naszej aglomeracji.

Jak pan ocenia architekturę mieszkaniową, która obecnie powstaje w Katowicach?

Proszę spojrzeć na stare, komunistyczne osiedla. Zauważy pan spore przestrzenie dzielące okno od okna, blok od bloku. Kiedy świeci słońce, to wszyscy, do samego parteru, mają światło. Jeśli rzucimy okiem na nowe osiedla, zobaczymy natomiast, że te odległości są dwa razy mniejsze. To jest właśnie ta zła „betonoza”. Prawo na nią pozwala, ale moim zdaniem posiadamy na tyle dużo przestrzeni pod urbanizację, że nie musimy budować w taki sposób. Powinno to zostać uregulowane.

Baildomb został zaprojektowany inaczej niż typowe przedsięwzięcia deweloperskie. Zamiast ciasno poustawianych bloków, poszczególne typy zabudowy zostały
Baildomb został zaprojektowany inaczej niż typowe przedsięwzięcia deweloperskie. Zamiast ciasno poustawianych bloków, poszczególne typy zabudowy zostały tu ułożone jedna na drugiej, aby pozostawić przestrzeń dla mieszkańców i widok na pobliski park. Fot. Juliusz Sokołowski

Wybuch pandemii przypomniał nam, jak jesteśmy bezsilni wobec sił przyrody. Czy to zmieniło nasze podejście do budowania, wśród architektów, inwestorów, w społeczeństwie?

Trudno mówić o tym już teraz, skoro dopiero niedawno społeczeństwo zaczęło zwracać uwagę na ekologię. Dwa lata to za mało, żeby dostrzec różnicę. Od dawna widzę jednak, że ten problem mocno tkwi w głowach większości znanych mi architektów. Zwracamy na to uwagę, przejmujemy się tym. Mam nadzieję, że wszyscy zaczniemy robić co w naszej mocy, żeby budowanie było mądrzejsze.

Bo budować trzeba, chociaż jest to obciążające dla planety. Ludzi przybywa, musimy zapewnić im mieszkania, szkoły, przedszkola. Wspólnie z moimi współpracownikami przegadaliśmy już dziesiątki godzin, zastanawiając się jak teraz projektować, by sprostać wymaganiom obecnych czasów. Tworzymy właśnie monografię, która w znacznej mierze jest poświęcona temu problemowi. Analizujemy stare projekty pod kątem tego, co dzisiaj moglibyśmy w nich ulepszyć.

Przyglądamy się też nowym realizacjom. Wierzę, że to samo robi się też w innych biurach, a za 5 czy 10 lat przekonamy się, że nasze przemyślenia doprowadziły do wprowadzenia wielu potrzebnych zmian.

Jakie mogą być to zmiany?

Tak jak już wspomniałem, jesteśmy zwolennikami jak największego zazieleniania przestrzeni miejskich. Proszę spojrzeć na to, ile płaskich dachów się w nich znajduje. Pomyśleć, co by się stało, gdyby posadzić tam jakąkolwiek roślinność.

Wystarczyłby zwykły mech jak na Unikato, w którym pracujemy. Przybyłoby świeżego powietrza i spadłaby temperatura. Zamieszkały tam stworzenia potrzebne do życia ludziom i ptakom. Kiedy robimy coś takiego, oddajemy ziemi to, co jej zabraliśmy. Takie pomysły, zmiany w istniejącej architekturze, wymagają jednak zgody mieszkańców, a do tego potrzeba zwiększenia ich świadomości.

Podczas budowy UNIKATO została zatrudniona specjalna firma od zieleni, która miała dbać o drzewa bezpośrednio graniczące z budynkiem.
Podczas budowy UNIKATO została zatrudniona specjalna firma od zieleni, która miała dbać o drzewa bezpośrednio graniczące z budynkiem. Fot. Juliusz Sokołowski

Co jeszcze znajdziemy w monografii, nad którą pracujecie?

Oprócz analizy projektów współczesnych oraz tych sprzed wielu lat, znajdzie się też miejsce na architekturę przyszłości. Część propozycji przewidziana została dla obszarów, w których temperatura będzie bardzo wysoka. Szukamy rozwiązań pozwalających ludziom normalnie żyć i funkcjonować w takich miejscach, żeby nie musieli tylko siedzieć zamknięci w bunkrach i myśleć o przetrwaniu.

Pokazujemy też, że zamiast kopać i wydobywać to, co jest pod nami, warto skorzystać ze słońca i wiatru, czyli z energii, którą mamy „za darmo”. Zwłaszcza, że w wielu miejscach na świecie wydobycie węgla jest dużo tańsze niż obecnie na Śląsku. To z naszej perspektywy nieopłacalne i bezsensowne. Zostawmy go sobie na ten czas, kiedy w innych miejscach go zabraknie.

Wiem, że ludzie z branży górniczej boją o swoje miejsca pracy, ale mają możliwości, żeby się przekwalifikować. Tego wymagają od nas dzisiejsze czasy.

Odważnie tak mówić, żyjąc na Śląsku.

Mam tego świadomość, jednak nie przyjechałem tutaj z drugiego końca świata. W mojej rodzinie były tradycje górnicze, dorastałem wśród nich. Przychodzi taki czas, że trzeba pewne rzeczy przemyśleć i zdecydować się na zmiany.

Wiem, ze to trudne. Czasem wyobrażam sobie, co sam bym zrobił, gdyby nagle architekci stali się problemem i musiałbym się przebranżowić. Niestety tak teraz jest z górnictwem. Ono już nie jest naszą przyszłością. To ostatni dzwonek, jeszcze mamy szansę wsiąść do odpowiedniego pociągu. Być może do ostatniego wagonika, ale jednak.

Dużo krytykowaliśmy, to może wypadałoby też dla odmiany pochwalić. Jakie są pańskie ulubione miejsca w Katowicach?

Lubię Trzy Stawy. Osiedle Paderewskiego nie porywa mnie architektonicznie, moja córka narzeka i mówi, że ma już dość tego blokowiska, ale ja patrzę na to racjonalnie. Jest tutaj wszystko, czego potrzebuję. Wysokie bloki i drzewa tej samej wysokości co one. Przyjemna zieleń, dużo światła w mieszkaniach. Sklepy, przychodnie, przedszkola też tu są, a do pracy mam blisko. Do tego dobra komunikacja. To przyjazne miejsce do życia.

Zawsze lubiłem ul. Stawową. Cieszę się, że jest ul. Mariacka, chociaż uważam, że powinno się na nią kierować więcej policyjnych patroli. Ludzie muszą czuć się tam bezpiecznie. Wśród moich ulubionych miejsc są też osiedle Tysiąclecia i Spodek. Mamy się czym pochwalić, ale trzeba pracować nad tym, żeby było jeszcze lepiej.

Gdzie jest pole do poprawy?

Nigdy nie byłem zwolennikiem tworzenia galerii w centrach miast. Wolę małe sklepiki na ulicach. Kiedyś było ich całe mnóstwo, ale to już niestety przeszłość. Wiele miejsc, które przetrwały mimo powstawania kolejnych centr handlowych, zabiła pandemia. Nie wiem, co należałoby zrobić, żeby je wskrzesić. Może miasto powinno zaproponować sprzedawcom duże ulgi? Wtedy być może handel by wrócił, a ulice znów zaczęły żyć. Tak jak żyją w Warszawie czy we Wrocławiu.

Kiedy jadę na zakupy w Katowicach, to nie mam wyjścia. Wchodzę do galerii, kupuję to, czego potrzebuję i jak najszybciej wychodzę. Nigdy nie rozumiałem osób, które przychodzą w takie miejsca, żeby sobie pospacerować. To dla mnie abstrakcyjne. Wolę wyjść do parku, inaczej spędzić czas.

W dobie pandemii trudno jest ożywiać uliczny handel.

To prawda, chociaż widzę, że Polacy się pandemią za bardzo nie przejmują. W ostatnich miesiącach wiele podróżowałem po świecie. Wszędzie stosowano się do noszenia maseczek w miejscach publicznych. U nas nie. Nie umiem tego pojąć. Nie chodzi o to, że noszenie maseczki chroni mnie osobiście. Robię to dla innych. Inni z kolei powinni rozumieć, że robią to dla mnie. Brakuje mi takiego…

Poczucia wspólnoty.

Właśnie. To podejście krótkowzroczne, egoistyczne, w dłuższej perspektywie może okazać się bolesne. Tę naszą egoistyczną mentalność widać także w architekturze. Nadal buduje się ciasne osiedla, na których zagęszczenie jest tak duże, że moglibyśmy zarażać się od siebie stojąc na balkonach. To nie jest ostatnia pandemia. Przed nami kolejne.

Jedyne co możemy zrobić na tym etapie, to nauczyć się tego, co od dawna podpatrujemy u Azjatów, żyjących w dużo większym zagęszczeniu niż my, w Europie. Dbać o higienę, nosić maseczki w takich miejscach jak chociażby komunikacja publiczna.

Oczywiście jako architekt wciąż myślę, co zrobić, by budować mądrzej. Od dłuższego czasu zastanawiam się na przykład nad odejściem od systemów wentylacyjnych, w których powietrze krąży po całym budynku, by ponownie zwrócić się ku naturalnym rozwiązaniom, stosowanym wiele lat temu.

Norman Foster zaprojektował w latach 90. budynek Commerzbank Tower we Frankfurcie. Funkcjonuje tam naturalny ciąg powietrza. Zrobił to tak dawno, a my nadal tkwimy w sztucznych systemach, które podczas pandemii nie pomagają. Dzięki nim wirus może swobodnie przenosić się po całym budynku. Powinniśmy o tym pomyśleć.

Zobaczymy, co przyniosą następne fale i czy pandemia skończy się tak szybko, jak niektórzy przewidują. Przekonamy się, czy w ogóle się kiedyś skończy. Ludzie nie chcą się szczepić, możliwe, że zaatakują nas kolejne mutacje. Mam nadzieję, że to tylko czarny scenariusz, a wkrótce wszystko wróci do normy. Tego życzę sobie i innym.

Rozmawiał Tomasz Breguła

Musisz to wiedzieć

Mięsożerni mężczyźni bardziej szkodliwi

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie