Władze Katowic chcą, aby Mariacka była miejscem prestiżowym. Uda się?

Justyna Przybytek
Imprezy tylko do godz. 22 i nie zbyt głośne. Prestiżowe, a nie masowe. Taki będzie przyszły rok na deptaku w Katowicach

Ponad 100 imprez i tysiące ludzi przewinęły się w tym roku przez najpopularniejszy deptak w regionie. Mariackiej zazdroszczą nam m.in. Sosnowiec i Częstochowa, które na wzór katowickiej ulicy chciałyby ożywić swoje ulice Małachowskiego i aleję Najświętszej Marii Panny. Życzymy powodzenia, ale łatwo nie będzie. Rozruszanie Mariackiej zajęło kilka lat, a i tak nie wszystko jest tu tak jak być powinno. Kilka dni temu w magistracie podsumowano mijający rok na deptaku. Na spotkanie zaproszono restauratorów i właścicieli klubów z ulicy.

Zimą deptak nadal zasypia, bo mróz
Tym ostatnim zależy m.in. na zielonym świetle dla zimowych ogródków na Mariackiej. I nic dziwnego: o ile ulica wiosną i latem tętni życiem, to zimą mróz przegania jej bywalców do tutejszych lokali. A opustoszała Mariacka zdecydowanie traci swój klimat.

O ogródkach zimowych mowa jest już od dłuższego czasu, ale bez rezultatu. Początkowo urzędnicy uparli się, aby wszystkie były na jedną modłę zaprojektowaną przez architektów samego deptaka. Pomysł nie zyskał uznania, bo eleganckie ogrody kosztowały po kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Najnowsze stanowisko urzędu dopuszcza różnorodność.
- Czekamy na propozycje i projekty samych gastronomów - mówił Michał Buszek, architekt miasta. Projekty będą przez urzędników opiniowane i jeśli nota będzie pozytywna właściciel dostanie zgodę na postawienie ogrodu.
- Ale już nie w tym sezonie. Trwa przygotowanie projektu, potem trzeba czekać na decyzję urzędu i pozwolenie na budowę, nie wspominając już o samej produkcji ogródka - odpowiada Krzysztof Krot, właściciel Lornety z Meduzą.

Od opustoszałej ulicy po deptak spotkań
Być może uda się więc za rok. To nic nowego: Mariacka w dzisiejszej odsłonie rodziła się przecież w bólach, więc ogródki też mogą. Pamiętacie ulicę zaraz po przebudowie w 2008 r.? Opustoszała. Nijak nie dało się przekonać ludzi, aby tu zaglądali, spacerowali, alby wpadali posiedzieć. Nie było po co. Do czasu aż pojawiły się tu wspomniana Lorneta z Meduzą i klub Lemoniada. Wkrótce potem kolejne lokale pojawiały się jak grzyby po deszczu. Niektóre z tych, które powstały trzy lata temu zniknęły, jak np. Morisson, w ich miejsce przybyły następne.

Opłaciła się także inicjatywa magistratu "Spotkajmy się na Mariackiej". Urzędnicy pod tym hasłem organizowali na deptaku imprezy z miejskiej kasy, albo dokładali się do prywatnych przedsięwzięć.

- Udało się dzięki współpracy olbrzymiej liczby instytucji i właścicieli pubów i restauracji - zachwala Waldemar Bojarun, szef Wydziału Promocji w UM Katowice.

Efekt? Organizatorzy sami garną się, aby urządzać swoje imprezy właśnie na Mariackiej. Odbywają się tu koncerty, występują teatry, są wydarzenia promujące ekologię, za nami też dwie edycje imprez katolickich Bless Night, było też w tym roku czytanie na Mariackiej, odbywają się tu targi sztuki, a na przykład w najbliższą niedzielę będzie okazja powymieniać się książkami (w Kato Barze).

Mijający rok był też inny niż poprzednie, spokojniejszy. Najbardziej zwariowany był 2011 r., to wówczas odbywały się tu najgłośniejsze koncerty, imprezy, przybyło sporo lokali, ale też problemów. Przeciw hałasowi i kulturze, a raczej jej braku, protestowali mieszkańcy okolicznych kamienic. Skutecznie.

- W tym roku stawialiśmy na imprezy o niższym natężeniu dźwięku, zróżnicowanej ofercie, ograniczyliśmy też czas ich trwania do godz. 22. Tylko jeden organizator nie dostosował się do tych wytycznych i był to raczej przypadek niż świadome działanie - podkreśla Bojarun. Miasto rozpoczęło też wykwaterowywanie lokatorów z Mariackiej. Tych, którzy przy imprezowym deptaku mieszkać już nie chcieli. Przeprowadzki trwają.

Jakość jest ważna, a nie ilość imprez
Ta polityka ma być kontynuowana w przyszłym roku. - Generalnie podnosimy poziom i prestiż dziejących się tu imprez. Chcemy też działać w kierunku zagospodarowywania podwórek Mariackiej - zapowiada Bojarun.

Podwórka, to obecnie słaby punkt deptaka. Podobnie jak jego gorszy brat - Tylna Mariacka. Pierwsza jaskółka ożywienia Tylnej już jest - w listopadzie otwarto tu Pokrzep się!, czyli bistro z niemieckimi przysmakami. Nad ożywieniem podwórek trzeba popracować.

- Można by je zaadaptować na całoroczne ogródki, ale pod warunkiem, że ta formuła zyska akceptację mieszkańców. Chcemy też zainteresować gastronomów lokalami na wyższych piętrach kamienic, z których na przykład przeprowadzamy lokatorów.

Polacy smakoszami czekolady

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie