Wizja delfinarium krąży po województwie

Grażyna Kuźnik
Collage: Bogusław Tomża
Collage: Bogusław Tomża
Czy można zarobić na cudzych delfinach, które pływają w moskiewskim basenie? Prawdopodobnie tak, bo Górnośląskie Centrum Delfinoterapii już od kilku lat podpiera się tymi zwierzakami, zbierając cegiełki na budowę ...

Czy można zarobić na cudzych delfinach, które pływają w moskiewskim basenie? Prawdopodobnie tak, bo Górnośląskie Centrum Delfinoterapii już od kilku lat podpiera się tymi zwierzakami, zbierając cegiełki na budowę ośrodka na Śląsku. Kłopot w tym, że Centrum wciąż jest tylko pięknym snem, który pewnego dnia przyśnił się Aleksandrze Piaścik z Katowic.

Delfiny pływają od gminy do gminy naszego regionu. Jest dużo szumu, wyznaczania terenu, angażują się różne służby i media. Czeladź, Dąbrowa Górnicza, Chorzów, a ostatnio Tarnowskie Góry przeżywają kolejno delfinową gorączkę.

Piaścik udziela wywiadów, opowiadając o okazach z Rosji, które tylko czekają, żeby je zabrać na Śląsk. Wszystko jest dogadane. Informuje, kto do basenu wsypie pierwszą tonę soli, a kto przetnie wstęgi. Padają nazwiska: Pudzianowski, Jędrzejczak, Korzeniowski, Kusznierewicz. Zapewnia, że dobiegają końca rozmowy z bankiem o pożyczkę, który da tyle ile trzeba. I zaprasza firmy do współpracy.

Gminy są zaszczycone zainteresowaniem takiej organizatorki, a potem bardzo rozczarowane. Gdy mowa o konkretach, GCD znika.

– Nie mam pojęcia, co nimi kieruje – zastanawia się Wojciech Mikołajec, sekretarz Pszczyny.

Popieramy piękną ideę
Wielbiciele delfinów znikają z życia gmin tylko na chwilę. Pomysł odradza się gdzie indziej. W tym czasie jednak na stronie internetowej GCD żyje wirtualną inwestycją, obiecując konkretne korzyści za datki: nazwanie delfina wybranym imieniem, reklamę na budynku delfinarium i na flagach przed wejściem. GCD zajmuje się nawet biletami, zapewniając zniżki wszystkim kupującym towary u sponsorów.
GCD zapewnia, że wie już nawet, jakie firmy będą dostarczać delfinom ryby. To brzmi wiarygodnie. Na dole tych opowieści numer konta. Strony ozdabiają urocze pyski delfinów. Czy można im się oprzeć?
Firma MG Biurozak z Krakowa figuruje w internecie jako jeden ze sponsorów przyszłego delfinarium. Tyle że w Czeladzi, co jest wiadomością mocno zwietrzałą...

Biurozak pisze: „Ośrodek ma działać w Czeladzi przy ogromnym centrum rozrywkowo-handlowym M1. Będzie tu działał hotel, restauracja, pizzeria, gabinety lekarskie, wypożyczalnia sprzętu nurkowego i kiosk z pamiątkami. Koszt inwestycji wynosi 24,5 mln zł. Do rozpoczęcia i zakończenia budowy brakuje jeszcze 4,5 mln zł. Jeszcze możesz dołączyć do grona sponsorów.”

– Szczegóły budowy tego centrum znam tylko z relacji pani Piaścik – zaznacza ostrożnie prezes Arkadiusz Mikler. – Mają piękną ideę. Zwrócili się do nas o poparcie, więc popieramy, bo kto może być przeciw delfinom? Ale już od pół roku nie mamy z GCD kontaktu. Twierdzili, że potrzebują 4 mln złotych, wtedy na pewno dostaną kredyt i dotację na inwestycję. Szukają pieniędzy, są bez kapitału. Od nas nic nie dostali. Gdy przyszło do podpisywania umowy, byliśmy ostrożni. Tyle że jesteśmy na ich stronie, a oni na naszej.

Gmina w Czeladzi słyszała, że delfiny miały się u nich pojawić. Niestety, nic z tego nie wyszło, bo inwestorzy przepadli jak kamień w wodę. A szkoda, miejsce jest przecież odpowiednie.

Pieniądze skądś
Dąbrowa Górnicza miała jednak lepszy atut – brzeg zbiornika Pogoria IV, czyste wody i ładne widoki. Akurat ma tu powstać nowoczesne nurkowisko.

– Kiedy pani Piaścik zgłosiła się do nas z pomysłem budowy delfinarium, bardzo się ucieszyłem – mówi Wiesław Dudziak z Centrum Działalności Ratowniczej „Cederius”. – Zgodnie z jej planami miał tu powstać cały kompleks brzegowy z delfinarium. Trudno o lepsze połączenie z nurkowiskiem, byliśmy pod wrażeniem. Plan wspaniały. Odbyły się jednak tylko dwie rozmowy z panią Piaścik i niestety, nie doszło do konkretów.

Nie wiadomo dlaczego Pogoria się nie spodobała. Do dzisiaj Piaścik jest tutaj wielkim znakiem zapytania. Aleksandra Piaścik zaprzecza, że rozmawiała na temat centrum delfinoterapii z Czeladzią i Dąbrową Górniczą, i że w ogóle były plany budowania tam ośrodka.

– Mam dość kłamstw na mój temat, proszę się nami nie interesować – denerwuje się organizatorka. – Centrum Delfinoterapii to tylko nasza sprawa i nie muszę nikomu się tłumaczyć.

Dla urzędników jest milsza. Każdy, kto w magistracie rozmawiał z Aleksandrą Piaścik, dobrze wie, że potrafi przekonywać do swoich pomysłów. Gminy, które dotąd w ogóle nie myślały o delfinach, nagle ich zapragnęły. I szukały najlepszych terenów na budowę ośrodka.

Pani Ola sprawdzała oferty i starannie przebierała w propozycjach. Jeśli jakaś działka jej się nie podobała, urzędnicy proponowali inną. Nie chcieli stracić tak świetnej okazji. O możliwości finansowe nikt nie pytał, bo na tym etapie rozmów nie wypada.

W ogóle pytanie o finanse wytrąca panią Olę z równowagi.

– Pieniądze? Będę miała. Skądś. Co was to obchodzi! – ucina rozmowę.

Delfiny w zoo
Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku w Chorzowie przyjął, że osoba występująca z taką inicjatywą ma środki na inwestycje. Bo przecież bez kilku milionów przy duszy do takiego pomysłu nikt się nie zabiera. Na świecie jest mało delfinariów, bo to ogromny wydatek nie tylko w budowie, ale również w utrzymaniu. Trzeba produkować morską wodę, dbać o kondycję zwierząt i odpowiedni klimat.
Piaścik nie wygląda na bizneswoman, park jednak wskazał jej dwa miejsca inwestycji. Upierała się, żeby delfinarium stanęło w ogrodzie zoologicznym. Miała wizję trzech basenów i tłumów zwiedzających. Podobno omówiła już sprawę transportu delfinów z Moskwy do Chorzowa, gonił ją czas. Budowa miała ruszyć w maju ubiegłego roku.

– Dyrektor zoo był zachwycony tym pomysłem, argumenty przemówiły mu do wyobraźni. Ale entuzjastą był tylko na początku – wyjaśnia Andrzej Włoszek, prezes WPKiW. – Potem okazało się, że ten ośrodek ma cele komercyjne, nie rekreacyjne. Odmówiliśmy jej lokalizacji. Zresztą koszty całego przedsięwzięcia były ogromne. Skąd pieniądze? Nie wiadomo. Zastanawiałem się, czy to nie są tylko pobożne życzenia tej pani, czy nie chce nas w jakiś sposób wykorzystać. Na siłę chciała mieć naszą zgodę.
Jednak na wszelki wypadek park podsunął inny teren – na ulicy Złotej. 1,2 ha po ośrodku Bambino, z dobrym dojazdem i mediami. GCM, ku zdziwieniu prezesa, nie przyjął tej oferty.

– Słyszałem później, że GCM domaga się od nas zwrotu pieniędzy za rzekomo poniesione koszty. To absurdalne. Do oficjalnych roszczeń jednak nie doszło. Kontakt się urwał i słyszeliśmy, że te delfiny płyną z jednego miasta do drugiego – dodaje z lekkim uśmiechem prezes Włoszek.

Piaścik skarżyła się w prasie, że wydała już 50 tys. zł na umieszczenie centrum na mapie parku, projekty przeniesienia istniejących tam budynków i przebudowy dróg. Do stycznia 2005 miała złożyć wniosek o dotację z Unii Europejskiej. Liczyła na 32 proc. wartości inwestycji. Delfiny po 600 tys. zł miała kupić sama, bo Unia takich zakupów nie finansuje. Miała też dołożyć z własnych środków ok. 12 mln.

O dotacji UE nic nie słychać do dzisiaj. Podobnie jak o bankowych kredytach.

List prezydenta
Pani Ola zaczęła teraz rozmowy o delfinach z Pszczyną. Prasa rozpisała się o zachwyconych samorządowcach. Miały być tłumy zagranicznych turystów, sława, pieniądze... Delfiny i pałac to piękne połączenie. W dodatku w centrum miało być 80 nowych miejsc pracy.

– Wcale nie było entuzjazmu, to przesada – prostuje dzisiaj Wojciech Mikołajec, sekretarz pszczyńskiego magistratu. – Był jednak pomysł Górnośląskiego Centrum Delfinoterapii, rozmowy, plany, wyznaczyliśmy odpowiedni teren na taki ośrodek. To wszystko wyglądało dość poważnie.
Gmina miała nadzieję, że pomysł dojdzie do skutku. Piaścik przedstawiła mnóstwo listów intencyjnych, z poparciem nie tylko wojewody Jarzębskiego i różnych szyszek, ale też samego prezydenta Kwaśniewskiego.

– Wiadomo, że delfinarium to doskonały pomysł. Ale przecież nie chodzi o sympatię dla delfinów, tylko o konkrety. W tych listach nie było żadnej obietnicy pomocy finansowej – przyznaje sekretarz.

Delfiny realne?
Piaścik szukała dobrego terenu do dzierżawy. Najpierw zaoferowali jej hektar ziemi w samej Pszczynie. Trudno mieć jakieś zastrzeżenia, ale ziemię chcieli sprzedać. Cena 750 tys. zł.

– Doskonałe miejsce. Niestety, mimo wielu rozmów, GCD w ogóle nie przystąpiło do przetargu. Pani Piaścik zniknęła. Teren kupił ktoś inny, powstaje tam kompleks handlowo-usługowy. GCD nie wyjaśniło przyczyn milczenia, no bo nie musiało. Jednak po pewnym czasie znowu się do nas odezwali, pytając czy mamy działkę na delfinarium – dodaje spokojnie Mikołajec.

Działka była, ale osiem kilometrów od Pszczyny, Tańsza, bo w cenie 600 tys. złotych, za to większa – 4 ha. GCD wzgardziło ofertą i o delfinach w Pszczynie zrobiło się cicho. Nie na długo.

Najnowsza informacja o tym, że delfinarium jednak powstanie, tym razem przy Parku Wodnym w Tarnowskich Górach, zaskoczyła mieszkańców. Prokuratura oskarżyła niedawno cztery osoby związane z tą inwestycją i urzędem miasta o niegospodarność. Doszło do około 11 mln strat. Park ma ogromne długi, nie przynosi takich dochodów, jak się spodziewano. To dla gminy worek bez. Miasto przyznało, że plany wobec tej inwestycji były zbyt optymistyczne.

Optymizmu nie brakuje do dzisiaj. Teraz gmina uważa, że delfiny są bardzo realne.

– Z informacji, jakie posiadam, chociaż są niezbyt ścisłe, wynika, że zainteresował się tym projektem poważny inwestor. Wszystko jest na dobrej drodze. Pomysł jest doskonały. Jak już coś będzie wybudowane, nie wykluczamy pomocy gminy, na przykład w dostarczaniu wody. Mam nadzieję, że uda się nam ściągnąć delfiny. Jestem optymistą w tej sprawie – twierdzi Kazimierz Szczerbak, burmistrz Tarnowskich Gór.

Kolejne oczarowanie
Zapał Aleksandry Piaścik zrobił też dobre wrażenie na Marku Pyle, prezesie Parku Wodnego.

– Przecież ona była nawet w Moskwie w sprawie delfinów. To znaczy, że mają jakieś środki. Podchodzą do sprawy serio. Ich dokumentacja jest dobrze przygotowana, zrobiła na mnie wrażenie. To byłoby trzecie delfinarium na świecie, wielka rzecz. Wybudują ośrodek na naszym terenie, a lepszego miejsca nie ma. Sprawą zaciekawiłem naszego lokalnego przedsiębiorcę, który się tym zajął, a ma nosa do interesów. Już zgłosiła się do nas zagraniczna spółka, która gotowa jest inwestować w delfinarium. Bo ziemię trzeba będzie kupić. W lutym będziemy z tą firmą konkretnie rozmawiać. Uważam, że wiosną ruszymy z delfinami. Gotów jestem się założyć – zapewnia prezes Pyla.

I po chwili dodaje: – A jeśli to bajka, to co warte jest życie bez bajek?

Można się z tym zgodzić, pod warunkiem że bajka nie udaje prawdy i z udawania nie czerpie zysków.
Jedno jest pewne – tarnogórskiemu Parkowi Wodnemu, który ma zszarganą opinię i byłych szefów oskarżonych o malwersacje – delfiny są teraz bardzo potrzebne. Jeśli przyjadą, to wyciągną park z długów. A jeśli nie, to przynajmniej na jakiś czas odwrócą uwagę od utopionych w nim pieniędzy i prokuratorskich zarzutów.

Sanepid wlepia kary, sądy je umarzają

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie