W Sankt Petersburgu na razie nie widać, że rozgrywane są mistrzostwa Europy. Może zmienią to polscy kibice?

Waldemar Mazgaj
Waldemar Mazgaj
W Sankt Petersburgu nie czuć atmosfery Euro 2020. Może zmienią to polscy kibice? Sylvia Dąbrowa
Sankt Petersburg, gdzie Biało-Czerwoni rozegrają swój pierwszy mecz podczas Euro 2020, tętni życiem, ale atmosfery mistrzostw w nim nie ma. Na razie - miejmy nadzieję, że zmienią to kibice z Polski, którzy coraz liczniej przybywają do Rosji.

Korespondencja własna z Rosji

Wszelkie kontrole bezpieczeństwa, by dostać się do Rosji, trochę trwały. Kibice wyrabiali fan karty, rosyjskie służby typowały do wyrywkowych kontroli. Na tyle długo, że nasza ekipa nawet nie próbowała zdążyć na mecz jednego z gospodarzy turnieju z Belgią, która ma być rewelacją turnieju.

Gdy jednak dotarliśmy w okolice stadionu chyba kwadrans przed rozpoczęciem spotkania, byliśmy ogromnie zaskoczeni. Pod stadionem tylko grupki osób, w większości bez barw. Ot - turyści spacerujący w okolicach stadionu. Nie było też prawie wcale otwartych punktów gastronomicznych czy stoisk z pamiątkami, a obeszliśmy prawie połowę stadionu.

W centrum akredytacyjnym przez długi czas nie działał Internet, kilku zdenerwowanych dziennikarzy na dodatek miało problem, bo albo pomylono ich numery paszportów, albo był problem z polskimi znakami w imionach lub nazwiskach.

- Jesteście w Rosji, spokojnie - uśmiechały się przemiłe wolontariuszki.

Po 23 miejscowego czasu, gdy zamykano centrum, wszyscy wychodzili zadowoleni. Miasto leżące nad Newą akurat przechodzi okres Białych Nocy. Doświadczyliśmy tego wracając pod stadion, gdzie było praktycznie jasno. Bo czerwiec to najlepszy czas dla miast położonych w dość niedalekiej odległości od koła podbiegunowego. Odbywają się wówczas różne festiwale i inne plenerowe imprezy, a ludzie siedzą do późnych godzin w kawiarenkach, które tętnią życiem.

Sankt Petersburg położony jest na wyspach spiętych ze sobą siecią kanałów i z aż 396 mostami. 14 największych jest co noc otwieranych, by umożliwić żeglugę statkom. Właśnie z tego powodu bywa nazywany Wenecją Północy, choć na nas wrobiło większe wrażenie niż włoskie miasto zakochanych.

W sobotnim samolocie z Warszawy do Petersburga lecieli kibice, ale rozproszyli się w liczącym ponad 5 mln mieszkańców pięknym rodzinnym mieście Władimira Putina.

Sobotni wideoblog z Rosji:

W niedzielę było ich niekiedy widać podczas zwiedzania oraz po południu przy hotelu Astoria, gdzie na kilkadziesiąt godzin przyjechała polska ekipa. Przed godziną 18 kilkudziesięciu fanów witało naszą drużynę. Co ciekawe w większości bez barw.

- W Rosji lepiej się nie pokazywać w naszych barwach - mówił Michał z Warszawy, który ze znajomymi przyleciał do Sankt Petersburga przez Kaliningrad.

- To prezent dla synów na dzień dziecka - uśmiechał się nasz rozmówca.

Grzegorz z Jasła liczył, że może na fazę pucharową uda się wrócić na mecze Euro.

- Pozostałe dwa mecze grupowe obejrzę w telewizji, ale w 1/8 finału może będą jakieś fajne lokalizacje - mówił.

Na Gazprom Arenie ma zasiąść 31 tysięcy fanów, połowa pojemności obiektu leżącego na Wyspie Kriestowskiego. Jesteśmy przekonani, że słychać będzie tylko fanów Biało-Czerwonych.


Wideo

Materiał oryginalny: W Sankt Petersburgu na razie nie widać, że rozgrywane są mistrzostwa Europy. Może zmienią to polscy kibice? - Nowiny

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

i znowu w plecy!

Dodaj ogłoszenie