Sto lat Leona Żołdaka. Zasłużony księgarz z Katowic obchodzi 100. urodziny

Redakcja
Leon Żołdak świętował 100. urodziny. Przez ponad 30 lat prowadził księgarnię przy ul. Dworcowej 9 w Katowicach
Zobacz kolejne zdjęcia/plansze. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Leon Żołdak świętował 100. urodziny. Przez ponad 30 lat prowadził księgarnię przy ul. Dworcowej 9 w Katowicach Zobacz kolejne zdjęcia/plansze. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Monika Chruścińska-Dragan
Leon Żołdak świętował we wtorek, 25 sierpnia, 100. urodziny. Powiedzieć o nim zasłużony księgarz to właściwie nic nie powiedzieć. Pan Leon przez ponad 30 lat prowadził księgarnię przy ul. Dworcowej 9 w Katowicach, w której zaopatrywali się naukowcy, w tym rektorzy śląskich uczelni, najznakomitsi artyści, pisarze, przedstawiciele władz miejskich, a nawet dygnitarze partyjni. Był prezesem katowickiego oddziału Stowarzyszenia Księgarzy Polskich i zasłużonym jej działaczem, społecznikiem.

We wtorek, 25 sierpnia, swoje 100. urodziny obchodził Leon Żołdak, od ponad 70 lat katowiczanin, zasłużony księgarz i członek Stowarzyszenia Księgarzy Polskich. Solenizant najpierw zasiadł do urodzinowego tortu z przedstawicielami władz miasta, a popołudniem z członkami Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych oraz swoimi najbliższymi. Jak na swój wiek czuje się świetnie. Z pasją opowiada o swojej ukochanej pracy, dużo żartuje. Pytany o receptę na długowieczność, odpowiada już całkiem poważnie - trzeba myśleć pozytywnie i być życzliwym dla ludzi.

Trudne lata młodości i ucieczka na Śląsk

Starsi katowiczanie zapewne doskonale pamiętają księgarnię przy ul. Dworcowej 9 w Katowicach. Pan Leon prowadził ją od 1955 roku. Księgarzem jest jednak znacznie dłużej.

- W 1935 roku, mając 15 lat, po wielkim kryzysie światowym, zmarł mój ojciec. Rodzina została bez środków do życia, musiałem pójść do pracy. A że interesowałem się książką, wybrałem księgarnię, która akurat szukała praktykanta - wspomina. Praktykę księgarską zdobywał u Andrzeja Kowalczyka w Chełmie Lubelskim. W czasie okupacji księgarnia wpisała się w nurt tajnego nauczania. Rozdzielano tu i wysyłano konspiracyjne podręczniki. Pan Leon wstąpił najpierw do Związku Walki Zbrojnej, przemianowanego potem na Armię Krajową. W księgarni prowadzono nasłuch radiowy. Po wojnie księgarnię przejął syn szefa, a pan Leon musiał wyjechać z miasta, żeby nie zostać aresztowanym. - Miałem możliwość wyjechania do Krakowa, Gdańska, albo Wrocławia, gdzie byli moi koledzy. A ja wybrałem Katowice i od razu znalazłem pracę w księgarni Związku Nauczycielstwa Polskiego "Ognisko" - wspomina.

Dworcowa 9. Tutaj kupowali artyści, dziennikarze, naukowcy

Księgarnię przy ul. Dworcowej 9 objął dopiero w 1955. - Dziś mieści się tu restauracja Hotelu Diament - mówi. Na Dworcowej nie był od 10 lat. Nie wie, jak teraz wygląda ulica, za to dobrze pamięta ją z powojennych czasów, w tym stary katowicki dworzec. - To była strategiczna ulica miasta. Dziennie przechodziło nią mnóstwo ludzi. Księgarnia mieściła się między restauracją a hotelem Monopol. Z kolei po sąsiedzku, w Hotelu Centralnym, dzisiaj Diament, była restauracja, tzw. Kaktusy - opowiada. Schodzili się w niej ówcześni artyści, inżynierowie, redaktorzy pism, adwokaci. Ale także esbecy, którzy słuchali, co mówiło rozochocone alkoholem towarzystwo.

- Tam załatwiałem poważniejsze transakcje - m.in. współpracę z bibliotekarzami Uniwersytetu Śląskiego, Biblioteki Śląskiej, urzędnikami wydziału inwestycji Urzędu Wojewódzkiego - opowiada solenizant. - Budowano „tysiąc szkół na Tysiąclecie Państwa Polskiego”. Trzeba było zaopatrzyć biblioteki szkolne. Byli nawet tacy, którzy specjalnie po to otwierali księgarnie w tym okresie, a potem zamykali je - śmieje się.

Pan Leon uwielbiał swoją pracę. Jego córki - pani Marzena i Ewa - przyznają, że praktycznie nie widywały taty. Jak wychodził z domu rano, wracał około 21. Brał udział we wszelkich kiermaszach. - Kiedy ktoś do taty zadzwonił w weekend, że potrzebuje książkę, tato wyjeżdżał i dostarczał - wspomina pani Marzena. - Książka w tych czasach była wielką wartością, czasem większą niż pieniądz. Była towarem wymiennym - przypomina.

A pan Leon potrafił załatwić każdą pozycję. Nawet białe kruki. Z uwagi na zaopatrującą się u niego klientelę, mógł liczyć na znacznie większy przydział egzemplarzy. Książki kupowali u niego m.in. dyrektor Teatru Śląskiego, reżyser i aktor Ignacy Gogolewski, aktorzy Ryszard Zaorski i Bernard Krawczyk, profesor nauk ekonomicznych i polityk Zbigniew Messner, rektorzy śląskich uczelni. - Długo by tak wymieniać. Miałem bardzo dobrą klientelę. Do dzisiaj mam ich wizytówki - pokazuje swój pękający w szwach wizytownik. Cały przekrój społeczny. Są tu nazwiska polityków, naukowców, pisarzy, urzędników, dziennikarzy, artystów. - Praktycznie cały teatr zaopatrywał się u mnie w książki. Miałem passe-partout na balkonie na każdy spektakl w Teatrze Śląskim - wspomina

Księgarnia była podzielona na 24 zasadnicze działy bibliograficzne, a te na kolejne poddziały. Pan Leon znany był z tego, że zawsze był na czasie z nowościami wydawniczymi. - Dużo czytałem, poza książkami przede wszystkim recenzje i notatki wydawnicze. Ceniłem sobie rozmowy z krytykami literackimi - opowiada. - Dzisiaj klient przychodzi do księgarni, pyta o tytuł, a pani ekspedientka wstukuje go w komputerze i wszystko wie. Ja każdą książkę musiałem przejrzeć, żeby wiedzieć, kto ją wydał, w jakim nakładzie i o czym jest. Żebym wiedział o czym rozmawiać z klientem. Za to przy okazji takiej rozmowy człowiek sam się dokształcał, bo miałem przyjemność obsługiwać ludzi reprezentujących różne dziedziny wiedzy - podkreśla Żołdak.

Wraz z dworcem zniknęli klienci

Kiedy przeniesiono dworzec, obroty księgarni spadły. Pan Leon musiał bardziej zaangażować się w szukanie klientów. - Z dowódcą garnizonu umówiłem się, że będę dostarczał książki do bibliotek wojskowych, a z urzędnikiem departamentu więziennictwa, że zadbam o książki dla więźniów. Więźniowie byli zainteresowani kupowaniem książek. Bo jak taki miał dzieci, to słał im publikację na dowód, że nie siedzi w więzieniu, tylko wyjechał za robotą - opowiada.

Pan Leon pracował do 1987 roku. Jak sam mówi, przeszedł na emeryturę, bo księgarstwo zaczęło chylić się ku upadkowi. Wyprzedawano księgarnie w prywatne ręce. - Chciałem wykupić księgarnię na Dworcowej i poprowadzić ją jeszcze przez kilka lat, ale wiedziałem, że hotel bije się o ten lokal. Nie miałbym z nim szans - tłumaczy.

W lokalu po księgarni powstała restauracja. Dzisiaj mieści się tu restauracja hotelu Diament. Pan Leon nie ma żalu. Nawet trochę go to cieszy. - Zawsze marzyła mi się księgarnia z czytelnią, w której klienci mogliby przy kawie czytać książki, ale nie pozwolono mi jej otworzyć. Dobrze, że choć tej kawy można się tam teraz napić - mówi.

Będzie nowe święto państwowe?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie