Prof. Mikołejko: Polskość jest fascynująca, piękna i straszna

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
fot. Arkadiusz Wojtasiewicz
Jeżdżę po Polsce także dla siebie samego, żeby się odnaleźć w polskości. Żeby jej doświadczyć i przeżyć ją jak najgłębiej, także w wymiarze metafizycznym, związanym z kwestią dobra i zła. Pracy i niszczenia. Trwania i przemijania - mówi filozof prof. Zbigniew Mikołejko

Pan, profesorze, ma chyba naturę podróżnika, prawda?

Stacjonarnego podróżnika, powiedziałbym przewrotnie. A mówiąc już poważniej - wędrowca raczej, bardziej mi pasuje takie określenie, nawiązujące do starego romantycznego stylu. To jest bowiem wędrowanie dość szczególne, nie dla impresji, odmienne od tego, o którym pisał Zygmunt Bauman: że kondycja człowieka Zachodu jest dziś „kondycją turysty”, który poprzestaje na kolekcjonowaniu przelotnych wrażeń. Ja, jadąc w przestrzeń, jadę więc bardziej w głąb niż wszerz. A poza tym moje podróżowanie ogranicza się przede wszystkim do Polski.

Z tego, co wiem, podróżuje pan głównie pociągami?
Rozmaicie. Zależy, czy jadę z wykładem, czy mam jakieś spotkanie, czy w innych celach. Zdarza mi się zatem jeździć i samochodem, i autobusem, i pociągiem. A jak byłem młody, to zjeździłem szmat Warmii - i trochę Mazur - rowerem. Natomiast organizuję co roku dwie duże wyprawy (w tym roku być może uda się zrobić jedną, jesienną). Zaczęło się od tego, co zyskało miano zielonej szkoły i stało się niemal, bez przymrużenia oka, instytucją kultury. Powiedziałem oto przed laty doktorantom, studentom, przyjaciołom młodym: „W Himalaje czy do Portugalii to możecie sobie pojechać sami. Ja zabiorę was natomiast do Polski”. I zacząłem im tę Polskę pokazywać. Szesnaście było takich już wypraw, zawsze w czerwcu. W tym roku wyprawy nie będzie ze względów oczywistych… Podpatrzyła tę tradycję bardzo ciekawa instytucja samokształceniowa, Akademia 30+ z Trójmiasta, a właściwie wyczytała o niej w książce naszych z panią, Pani Doroto, dialogów - „Jak błądzić skutecznie?”. Jej lider, pan Paweł Mazur, zapytał: „Dlaczego pan tylko z doktorantami jeździ? My też tak chcemy!”. I tak czterdziestoparoosobowym autobusem od kilku już lat, we wrześniu, ruszamy w Polskę. To są zresztą wyprawy dłuższe i bardziej rozległe niż te z zielonej szkoły, choć też z założeniem paidei, takiej duchowej czy kulturowej inicjacji w polskość: bo ja nie tylko coś tam pokazuję, ale i gadam, mam „po drodze” takie mini-wykłady.

I co pana pcha w tę Polską?

Różne rzeczy. Po pierwsze - w najogólniejszym planie, tym „ideowym” - istotą jest sprzeciw wobec rozdarcia między dwiema narzucanymi nam wizjami polskości, z których każda jakoś mi się nie do końca podoba, najoględniej mówiąc. Jedna to wizja mitologicznego, narodowego pokrzykiwania, że my stąd, z tej ziemi, że ważna jest tradycja, przelana krew, Grunwald, husarskie skrzydła na kresowych rubieżach, bezprzykładne nasze cierpienia. To królestwo mitów, któremu tak naprawdę brak świadomości historycznej na elementarnym nawet poziomie. Ot, najnowszy przykład: w telewizji państwowej, tak pełnej teraz narodowej tromtadracji, na pytanie o polskie miasto, w którym znajduje się zamek krzyżacki, wymieniono - to zupełne horrendum! - Książ, Krzyżtopór i Gniezno, nikt nie wspomniał Malborka, nie mówiąc już o Kwidzynie czy Nidzicy. Druga z wizji jest tanią wizją uniwersalistyczną, pełną gadek o Europie, europejskich wartościach - z dodaniem sojowej latte, jazdy na rowerach i, co gorsza, kulturowego permisywizmu, tak boleśnie odciskającego się zwłaszcza w sprawach edukacji i wychowania. Widzimy przy tym, jak się te wizje ścierają w naszej wojnie plemiennej. Natomiast moja wizja jest wizją poza tym podziałem (cieszę się, mówiąc nawiasem, że odkrywam jej pierwiastki w wystąpieniach pana Rafała Trzaskowskiego). Tak, owszem, narodowa tożsamość, narodowa tradycja, narodowa kultura jest ważna jako część uniwersalnej tradycji Europy. Ale ona jest ważna w jej nieskłamaniu, w jej prawdziwości maksymalnej, w jej doświadczeniu, często intymnym, trudnym i bolesnym, w jej - by tak rzec - bezpośredniości czy fizyczności, niepoddanej ideologicznym czy też mitycznym filtrom. Chodzi więc o porządne rozpoznanie jej warstw, jej dramatów, jej rozmaitych prawd, także jej zakłamań, iluzji i sprzeczności, w niełatwym przy tym i niejednoznacznym europejskim kontekście. Wtedy ukazuje się, i to mnie najbardziej fascynuje, niesamowita różnorodność i bogactwo Polski, która została posklejana z różnych kawałków, którą potrzaskały różne kataklizmy - i te wielkie historyczne, i te zawinione przez naszą codzienną bylejakość czy nieodpowiedzialność. Fascynuje mnie też odradzanie się różnych lokalności, kiedy zaczyna się przywracać wartość tym potrzaskanym obiektom kultury. Specjalnie nie mówię „polskiej”, bo to przecież z tym bywa różnie, chociażby z racji naszego przesunięcia ze wschodu na zachód, prawda?

Wiem, że jednym z pana ulubionych miejsc w Polsce jest Warmia.
To jest mało powiedziane! Ja jestem z Warmii - i zawsze z niej będę! Urodziłem się w stolicy tego ongiś małego państewka lawirującego wpierw między Krzyżakami a Polską, potem przyłączonego do Korony, ale z poczuciem autonomii i różnymi jej wyznacznikami, potem zagarniętego w I rozbiorze przez Prusy, odzyskanego wreszcie i - niestety - wtopionego w taką fałszywą rzeczywistość znaną pod nazwą „Warmia i Mazury” (ot, sklejono ileś krain o odrębnych dziejach i tożsamości w taki byt, któremu patronują Pan Samochodzik, „Szaleństwo Majki Skowron”, jeziora i żaglówki). A ta moja Warmia to miejsce, które mnie nasyciło rozmaitymi marzeniami, pragnieniami, ideami, z którymi poszedłem w życie.

Które miejsca na Warmii są panu szczególnie bliskie?

Przede wszystkim miasto, w którym się urodziłem, dawna właśnie stolica Warmii, czyli Lidzbark, zwany także za I Rzeczypospolitej, nikomu to nie przeszkadzało, Heilsbergiem - bardzo ważne miejsce polskiej, niemieckiej, europejskiej kultury. Jest tam najwspanialszy zamek na północy Polski, bo Malbork to w znacznej mierze kilkukrotna rekonstrukcja. A w Lidzbarku mamy wielką średniowieczną rezydencję książąt biskupów - z cudownymi gotyckimi krużgankami i freskami (no i, dzisiaj, ze wspaniałym hotelem na Podzamczu). To tu Mikołaj Kopernik w tzw. Małym Komentarzyku sformułował po raz pierwszy, jako młody człowiek, teorię heliocentryczną, nawet ją wyrysował cyrklem, co odkryto niedawno, na freskac

Wideo

Materiał oryginalny: Prof. Mikołejko: Polskość jest fascynująca, piękna i straszna - Dębica Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie