Koronawirus ściga się z programami szczepień. Ale wciąż mamy szansę to wygrać

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Szczepienia przeciwko COVID-19 w punkcie szczepień w Bydgoszczy
Szczepienia przeciwko COVID-19 w punkcie szczepień w Bydgoszczy brak
Szykujemy się już na powrót do normalności za sprawą programów szczepień, tymczasem może być tak, że koronawirus nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Masowe akcje szczepień zmieniają zarówno sytuację pandemiczną, jak i nastroje społeczne w całej Europie. Włochy właśnie zaczęły luzować obostrzenia - i choć utrzymały godzinę policyjną od 22.00, to jednak wracają do systemu stref „żółtych” i „czerwonych”, otwierają większość szkół oraz zezwalają na obsługę klientów w restauracyjnych i kawiarnianych ogródków. Już w marcu oglądaliśmy zdjęcia z Izraela, gdzie po zaszczepieniu ponad połowy społeczeństwa, nastąpił dość szybki powrót do względnie normalnego życia.

Ale Włochom wystarczyła sama zapowiedź zluzowania obostrzeń (które wchodzi w życie od poniedziałku), by bardzo tłumnie wylegli na ulice. Zupełnie tak, jakby pandemia właśnie się skończyła. A na to niestety może być jeszcze za wcześnie.

W Polsce usłyszeliśmy właśnie, że po dość imponującym przyspieszeniu akcji szczepień od początku kwietnia może nas teraz czekać pewne spowolnienie jej tempa - do naszego kraju ma w tym tygodniu dotrzeć o ponad milion dawek szczepionek mniej niż przewidywały harmonogramy. Niemniej i tak liczba wykonanych szczepień przekroczyła właśnie symboliczną granicę 10 milionów. W maju ma nastąpić otwarcie rejestracji dla wszystkich roczników.

Ogromne emocje budzi natomiast kwestia wprowadzania przez Unię Europejską i jej poszczególne kraje zaświadczeń o odbyciu szczepień, powszechnie - i mimo lamentów unijnych urzędników - zwanych „paszportami szczepionkowymi”. Nazwane przez Brukselę „Cyfrowymi Zielonymi Certyfikatami” dokumenty mają ułatwiać podróżowanie po Europie osobom zaszczepionym i ozdrowieńcom, są też przewidziane ścieżki dla osób mogących się „wylegitymować” samym negatywnym wynikiem testu na koronawirusa.

O tym, co konkretnie ma być dopuszczalne dla posiadaczy certyfikatów maja decydować same kraje członkowskie Unii. Według Komisji Europejskiej ich głównym celem ma być jednak zapewnienie swobody poruszania się po całym terytorium UE - kraj, który na przykład ze względu na ciężką sytuację epidemiczną chciałby zamknąć granice przed osobami z certyfikatem, musiałby przedstawić Komisji specjalne uzasadnienie.

Rzecz jasna przeciwko „Zielonym Certyfikatom” najgłośniej protestują antyszczepionkowcy, którzy dowodzą, że „paszporty szcepionkowe” ograniczą ich prawa do swobodnego poruszania się po Unii. Zwolennicy odpowiadają, że certyfikaty to tylko ustandaryzowane zaświadczenia o szczepieniu lub przebyciu choroby, niezbędne do tego, by w sensowny sposób wracać do normalnego życia wtedy, gdy jest to naprawdę bezpieczne.

Wciąż nie znamy jednak ostatecznej odpowiedzi na najbardziej zasadnicze pytanie. Czy skuteczne przeprowadzenie akcji szczepień będzie rzeczywiście oznaczało zakończenie pandemii? W rządowym spocie „Ramię w ramię” zachęcającym do przyjęcia szczepionki, takie równanie zostaje postawione dość jednoznacznie, odbiorcy słyszą obietnicę powrotu do normalności, gdy tylko uda się zaszczepić jak największą liczbę Polaków. Tymczasem informacje o nowych wariantach koronawirusa wcale nie dają nam stuprocentowej gwarancji, że szczepienia zakończą pandemię już teraz. Nie można wcale wykluczyć, że potrzebne nam będą jeszcze kolejne generacje szczepionek - które okażą się skuteczne na kolejne mutacje koronawirusa. I te najnowsze, i być może na te, których jeszcze nie znamy.

Teraz niepokój wywołuje zwłaszcza tzw wariant indyjski koronawirusa B.1.617. Ten wariant z całą pewnością jest bardziej zaraźliwy od pierwotnych, wygląda na to, że może być pod tym względem porównywalny z wariantem brytyjskim.

W wariancie indyjskim obecna jest też mutacja genetyczna E484Q - która podobnie jak w wypadku wariantu brazylijskiego daje mu zdolność do „oszukiwania” naszego układu immunologicznego, co pozwala mu zarażać także osoby, które już przeszły infekcję lub miały taki kontakt ze wcześniejszymi wariantami, który ze względu na odpowiedź odpornościową organizmu nie zakończył się zachorowaniem. Jak dotąd wariant indyjski koronawirusa nie został pod tym względem wystarczająco przebadany - nie wiemy więc tego, czy i w jakim stopniu może on być odporny na stosowane już szczepionki.

Nie jest natomiast - na nasze szczęście - takie pewne, czy pojawienie się wariantu indyjskiego rzeczywiście musi być jakimś szczególnym punktem zwrotnym w rozwoju pandemii. Nowy wariant odpowiada obecnie w Indiach za nawet 60 procent nowych przypadków zakażeń - wywołał zaś falę zachorowań o skali dotąd w tym kraju nienotowanej. W rzeczywistości jednak nie różni się ona specjalnie od drugiej (sic!) fali epidemii w krajach europejskich, w dodatku w tym konkretnym wypadku

350 tysięcy nowych zakażeń jednego dnia - a tyle odnotowuje się obecnie w Indiach - to oczywiście liczba, która sama w sobie wywiera na odbiorcach przytłaczające wrażenie. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę, że liczba ludności Indii zbliża się do 1,37 miliarda, to nagle okazuje się, że te indyjskie 350 tysięcy odpowiada mniej więcej 10 tysiącom zakażeń w 36 razy mniej ludnej od Indii Polsce. To zaś przerabialiśmy w Europie już i w drugiej, i w trzeciej fali - i to na długo przed ich szczytami. Żeby szczytowa siła obecnej fali epidemii w Indiach odpowiadała szczytowej sile trzeciej fali epidemii w Polsce musiałoby tam jednego dnia zachorować ponad… milion osób.

Nawet z poprawką na ogromne zróżnicowanie i rozwarstwienie społeczne Indii, co może sprawiać, że część chorych z regionów wiejskich czy z biedniejszych i słabiej wyedukowanych warstw społecznych do statystyk po prostu tam nie trafia, i tak nie mamy w Indiach do czynienia z niczym, co przekraczałoby skalę trzeciej fali pandemii w Europie.

Już na początku kwietnia odkryto pierwsze przypadki zakażeń wariantem indyjskim w Wielkiej Brytanii. W weekend wyizolowano go zaś u pacjenta w Szwajcarii. Dopiero za kilka miesięcy stanie się jasne, czy i w jakim stopniu Europa ma szansę na odporność względem tej mutacji, i czy nie okaże się ona jednak zdolna do wywołania kolejnej fali zakażeń.

Takich pytań jest oczywiście więcej. Liczba znanych mutacji koronawirusa cały czas szybko wzrasta - SARS-CoV-2 cechuje relatywnie wysokie tempo zmienności genetycznej, a niektóre mutacje wykazują naprawdę niepokojące cechy.

Tak było z odpowiedzialną za europejską trzecią falę mutacją brytyjską - którą cechuje szybsze tempo rozprzestrzeniania i jednocześnie zauważalnie cięższy przebieg choroby. Tak było też jednak z wariantem brazylijskim, który oprócz powyższego ma jednak znaczną zdolność do powodowania reinfekcji. Tak może być wreszcie z wariantem południowoafrykańskim, który wydaje się być niemal odporny na większość stosowanych szczepionek. To zaś właśnie od tego, czy uda nam się skutecznie obronić przed nowymi wariantami koronawirusa, zależy ostateczne powodzenie masowych akcji szczepień i to, co nazywamy powrotem do normalności.

Sztuczna inteligencja “nie radzi” sobie z hejtem?

Wideo

Materiał oryginalny: Koronawirus ściga się z programami szczepień. Ale wciąż mamy szansę to wygrać - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie