Godność i intymność chorych jest luksusem w zabiedzonych szpitalach

Beata Sypuła
Odwiedzający chorych z pewnością im pomagają, ale czy nie kosztem innych pacjentów szpitali
Odwiedzający chorych z pewnością im pomagają, ale czy nie kosztem innych pacjentów szpitali 123RF
Udostępnij:
Muszą dzień po dniu - w krępującym towarzystwie obcych ludzi - poddawać się zabiegom pielęgnacyjnym. W obecności rodzin innych pacjentów wołać o kaczkę lub o basen. Jeszcze niedawno pacjenci walczyli o nieograniczony dostęp rodzin do chorych w szpitalach, teraz niektórzy uważają, że to prawdziwa udręka.

Każdy szpital określający prawa pacjenta, kieruje się nie tylko prawem, ale i dopasowanym do niego indywidualnym regulaminem. A on zazwyczaj mówi jasno, w jakich godzinach odbywają się odwiedziny rodzin. Teoretycznie. Bo praktycznie trwają od świtu aż po późny wieczór.

- To czasem jest nie do zniesienia. Przez wieloosobowe sale przewijają się tłumy: rodzina, znajomi, bliscy i dalecy krewni, dzieci. Na oczach współpacjentów toczy się życie rodzinne, a w obecności rodzin - leczenie pacjentów. Zero intymności - skarży się pacjent katowickiego szpitala.

Uważa, że pielęgniarki akceptują całodzienne odwiedziny rodzin: bliscy chorego przypilnują kroplówki, nakarmią go, umyją, uczeszą, podadzą basen. Wiadomo: nikt tak jak rodzina nie zadba o zbolałego krewniaka. Tym bardziej że sióstr wszędzie jest zbyt mało w stosunku do liczby chorych, którymi się opiekują. Tylko czy to wszystko jest w interesie chorego w szpitalu?

- Regulaminy porządkowe szpitali mówią jasno, że odwiedziny nie mogą zakłócać spokoju chorych lub przeszkadzać im w procesie dochodzenia do zdrowia - mówi Anna Kidawa, rzeczniczka Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. - Zbyt aktywne życie towarzyskie i rodzinne może zakończyć ordynator i pielęgniarka oddziałowa. U nas, z racji wieku pacjentów, jeden z opiekunów ma prawo przebywać z chorym dzieckiem stale. A jednak w przypadku choćby podwyższonego ryzyka zachorowania, np. na grypę, wprowadzamy okresowo zakaz odwiedzin.

Pacjenci skarżą się też, że w szpitalny rozgardiasz wpada czasem ksiądz z posługą kapłańską. Spowiedź w obecności innych pacjentów, a nawet sakrament namaszczenia chorych - to norma i codzienność. A tak przecież nie musi być. W Centralnym Szpitalu Klinicznym w katowickiej Ligocie urządzono kaplicę, a posługa kapłańska może się też odbywać w kącikach dla pacjentów, wydzielonych na każdym piętrze. Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 4 w Bytomiu też ma kaplicę szpitalną, w której odbywa się spowiedź. Tam udzielany jest sakrament namaszczenia chorych. Można się umówić z osobą duchowną - swoje telefony udostępniają o. Andrzej Rojewski i o. Krzysztof Juzba. To pozwala zorganizować niekrępującą rozmowę.

Kapelani pełniący posługę w szpitalach, gdzie kaplic nie ma, przyznają, że zarówno spowiedź, jak i namaszczenie, udzielane jest na sali przy innych chorych i ich rodzinach. Nie każdy odwiedzający ma tyle wrażliwości, by na ten czas opuścić salę.

- Wyjściem byłyby żaluzje z nieprzejrzystego materiału, opuszczane z sufitu między chorymi - mówi rzecznik Anna Kidawa z GCZD. Rzecz w tym, że na przeszkodzie stoi... sanepid i jego wymogi, niekiedy nieprzystające do możliwości finansowych naszych szpitali, których nie stać na dezynfekcję i pranie parawanów za każdym razem, gdy zmieniają się pacjenci. - Pytacie o intymność w czasach, gdy szpitali nie stać na leczenie?! - skwitował z oburzeniem całą sprawę lekarz jednego ze śląskich szpitali.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mikołajów i Odessa bramą do Morza Czarnego

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie