Druga Ziemia - Kepler 22b to tylko medialny szum? [WYWIAD z Lechem Motyką z Planetarium w Chorzowie]

Łukasz Malina
Lech Motyka, dyrektor Planetarium i Obserwatorium Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika w Chorzowie.
Lech Motyka, dyrektor Planetarium i Obserwatorium Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika w Chorzowie. fot. archiwum DZ
O ostatnim odkryciu naukowców z NASA z Lechem Motyką, dyrektorem Planetarium Śląskiego rozmawia Łukasz Malina.

Z początkiem tygodnia naukowcy z NASA ogłosili informację o przełomowym odkryciu, którego dokonano... 600 lat świetlnych od Ziemi. Zdaniem badaczy kosmosu, to właśnie tam, wokół jednej z gwiazd, krąży planeta, która może przypominać naszą Ziemię.

Informacja wywołała lawinę komentarzy na całym świecie. Odkrycie poruszyło także Internautów naszego portalu. Postanowiliśmy więc o "Ziemię 2.0" zapytać eksperta z Planetarium i Obserwatorium Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika w Chorzowie.

Zobacz: Spodek, Gwiazdy, Gagarin: kosmiczny Śląsk! Wiesz gdzie szukać? [ZDJĘCIA]


Lech Motyka: Jesteśmy drobiną piasku w oceanie Wszechświata

Dlaczego odkrycie planety Kepler 22b ogłoszono przełomem? Co to odkrycie oznacza?
Przełom, o którym tak wiele słyszymy jest zbyt daleko idącym stwierdzeniem. W większym stopniu to sprawa medialna niż naukowa. O przełomie mówiono już w 1990 roku, gdy Aleksander Wolszczan odkrył pierwsze planety spoza Układu Słonecznego. W przypadku planety Kepler 22b trudno powiedzieć, w jaki sposób wyznaczono te wszystkie dane, np. rzekomo panującą tam temperaturę na poziomie 22 stopni Celsjusza. To raczej hipotezy, niż rzeczywistość. O istnieniu planety wiemy na podstawie obserwacji jej obiegu wokół gwiazdy, ale to za mało, by podać jako pewnik cokolwiek więcej.

Czyli radość jest przedwczesna?
Niekoniecznie. Nawet nie odkrywając niczego, można wysnuć podobne wnioski. Biorąc pod uwagę rachunek prawdopodobieństwa i to jak wiele jest we Wszechświecie gwiazd oraz potencjalnych, krążących wokół nich obiektów - możemy przyjąć założenie, że istnieje druga taka planeta, jak nasza Ziemia.

Czy kiedyś uda się nam odnaleźć planetę podobną do Ziemi w niedalekim sąsiedztwie Układu Słonecznego? Tak, by można było na nią dotrzeć w ciągu np. kilkunastu lat? Może do tej pory nie rozglądaliśmy się zbyt dokładnie wokół siebie?
Najbliższa nam gwiazda to Proxima Centauri, która znajduje się w odległości czterech lat świetlnych od Ziemi. Tam jednak raczej niczego ciekawego nie znajdziemy. Jest to ten obszar, który już dawno został wnikliwie zbadany za pomocą teleskopów. Dziś, dzięki technologii, którą dysponujemy, a o której nie śniliśmy jeszcze 50 lat wstecz, możemy zbadać każdy dowolny fragment kosmosu.

A jednak wszystko w kosmosie wydaje się nam, jak gdyby celowo, zakryte i oddalone na tyle, byśmy na obecnym etapie cywilizacyjnego rozwoju za daleko nie dotarli... Dlaczego tak jest?
Taka refleksja wykracza już poza zwykłe badania i można w nią włączyć zarówno filozofię, religię jak i teorie mówiące o kosmicznym chaosie. Osobiście jestem daleki od domniemywań. Prędzej czy później wydostaniemy się poza ten obszar kosmosu, który znamy dziś. Planety takie jak Mars, Wenus czy Merkury to te najbardziej zbliżone swą naturą do Ziemi. Na żadnej z nich nie ma jednak atmosfery umożliwiającej oddychanie i panują tam skrajnie nieprzyjazne warunki do życia. Inne to potężne kule gazu. Jeśli rozglądać się za czymś, co będzie podobne do naszej planety to na pewno duże nadzieje wiąże się z Europą, jednym z księżyców Jowisza, na którym najprawdopodobniej można znaleźć wodę i być może, że także organizmy żywe.

W jaki sposób odkrywa się nowe planety, poza Układem Słonecznym? Czy można je dostrzec z Ziemi lub z teleskopu na okołoziemskiej orbicie?
Odległość od obserwowanego w kosmosie obiektu nie ma znaczenia. Wszystko zależy od rozmiarów teleskopu przez który spoglądamy. Obowiązuje tylko jedna zasada: im bardziej zaawansowane technologicznie urządzenia, tym dalej potrafimy sięgnąć. Od czasów Galileusza, gdy kosmos obserwowano przez lunety wiele się zmieniło. Dziś największe teleskopy to złożony system ogromnych zwierciadeł. Dzięki odpowiedniemu ich ustawieniu, możemy dostrzec najdalsze obiekty we Wszechświecie. Polega to na dokładnym namierzeniu źródła światła. Istnieje specjalna jednostka miary, tzw. magnitudo gwiazdy (wielkość gwiazdowa - przyp. red.), która wyraża natężenie światła. Obecnie, najdoskonalszym tego typu urządzeniem jest Kosmiczny Teleskop Hubble'a, który ma tę przewagę nad teleskopami ziemskimi, że nie musi przedzierać się przez rozmywającą obraz kosmosu atmosferę.

Czy kiedyś przekonamy się, że co do np. planety Kepler 22b mieliśmy rację?
By to sprawdzić jeszcze dziś, należałoby zbudować statek kosmiczny z napędem fotonowym. Musiałby on umożliwić nam przemieszczanie się z prędkością około 300 tys. km/s. To jednak i tak byłoby za mało, by dotrzeć do nowo odkrytej planety jeszcze za naszego życia. Zajęłoby nam to... 600 lat. Żeby zdać sobie sprawę, jak to daleko, wystarczy pomnożyć 9,5 biliona kilometrów przez 600. Jesteśmy tylko drobiną piasku w oceanie Wszechświata.

Tokio Raport - rozmowa z Karoliną Pęk

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie