Centrum Katowic jest jak wielkie targowisko

Justyna Przybytek
Władze są bezradne wobec dzikiego targowiska przed dworcem
Władze są bezradne wobec dzikiego targowiska przed dworcem Fot. Marzena Bugała
W centrum Katowic kwitnie dziki handel. Na straganach na pl. Szewczyka kupimy już bieliznę, pomidory, zegarki, obrusy, zestaw baterii albo buty. Straganów każdego dnia jest więcej. Biznes kręci się tu niezły.

Na pl. Szewczyka codziennie wychodzą tysiące podróżnych z dworca PKP. A koszty interesu znikome - handlarze nie płacą za zajmowanie placu miastu i Zakładowi Targowisk Miejskich ani grosza, nie płacą też podatków.

Władze Katowic rozkładają ręce, rady na dziki handel nie widzi też katowicka Izba Skarbowa. Podobnie strażnicy miejscy. Ci ostatni jeszcze w ubiegłym roku nękali handlarzy, sprawdzali, czy mają pozwolenie na handel, czy wnoszą opłaty skarbowe. Kilka razy zdarzyło się, że w obecności policji rekwirowali towar, a spożywczy wywozili do Sanepidu. Konfiskaty zaprzestali, bo jak twierdzą, zmieniły się przepisy. W katowickim magistracie liczą, że stragany znikną wraz z przebudową pl. Szewczyka. Ciężki sprzęt ma tu wjechać na przełomie września i października, wówczas plac zostanie zamknięty. Sprzedawcy już planują, gdzie się przenieść. Logika jest następująca: skoro na pl. Szewczyka strażnicy dali im spokój, to dadzą też na 3 Maja i rynku. Czy tak ma wyglądać stolica regionu?

- Na taki handel w centrum nie ma miejsca - deklaruje Waldemar Bojarun, rzecznik Urzędu Miasta w Katowicach. Jednocześnie brak pomysłu, jak z problemem się uporać. Nie mają go też strażnicy.

- Rekordzista z pl. Szewczyka ma ponad 100 wniosków, skierowanych do sądu w sprawie orzeczenia grzywny - wyjaśnia Krzysztof Król, rzecznik katowickiej Straży Miejskiej. Mandatów (maksymalnie do 500 zł) na własną rękę strażnicy wypisują coraz mniej. - Ich wątpliwa egzekucja kosztuje nas więcej niż zyski z ich ściągnięcia - mówi. Jaka rada? - Zmiana ustawodawstwa tak, aby można było konfiskować towar - dodaje Król. Strażnicy poinformowali o handlarzach Urząd Kontroli Skarbowej. Ten sprawę przesłał Izbie Skarbowej. - Mamy kilka takich spraw, ale nie prowadzimy akcji mandatowych - tłumaczy Michał Kasprzak, rzecznik IS. Powód? Ta sama śpiewka co w straży miejskiej - egzekucja jest niepewna i droga.

Traci miasto. Plac w centrum ok. godz. 17, kiedy stragany znikają, przypomina śmietnisko. Do kasy miasta miesięcznie nie wpływa kilkanaście tysięcy złotych. Od 400 zł do 1 tys. zł płaci handlowiec za zajmowanie kiosku na legalnym targowisku na pl. Miarki. - Opłata targowa za 2 m kw. to 10 zł. Miasto traci na jednym nielegalnym straganie na pl. Szewczyka 200 zł dziennie - wylicza Adam Litwin, dyrektor ZTM w Katowicach.

Na dziko w Łodzi

Na nielegalnych handlowców władze Łodzi nakładały mandaty, grzywny, weryfikowały legalność towaru - bez rezultatu.

Spróbowano konfiskaty. Urzędnicy w asyście strażników miejskich zabrali niewiadomego pochodzenia towar do magazynu. Handlarze mogą go odzyskać po przedstawieniu faktur potwierdzających własność. Konfiskowanie towaru w Łodzi jest możliwe, ponieważ, w przeciwieństwie do Katowic, radni uchwalili to w prawie miejskim.

Podatek od psa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie