Współcześnie obraz białego kolonisty stracił blask, a to, co najczęściej widzimy w kinie, dalekie jest od wyidealizowanych obrazów Sturgesa czy Forda. W literaturze kształt opowieści z Dzikiego Zachodu nie zmieniał się aż tak dynamicznie, rzadko nadążał za nowymi trendami X muzy. Z czasem stał się jedynie dla niej dodatkiem.
Przez dłuższy czas zastanawiałem się, gdzie w tym wszystkim ulokować najnowszą powieść Jakuba Ćwieka „Krzyż Południa. Rozdroża”. Książka rozpoczyna się spokojną opowieścią z południa Stanów, gdzie w klubie gentelmanów brzuchaci, popijający whiskey plantatorzy rozprawiają na temat sytuacji na froncie wojny secesyjnej, licytując się osiągnięciami dowódców, i wspominają stare dobre czasy potyczek z Meksykiem. Obrazek jak z „Przeminęło z wiatrem” czy z serialu „Północ – Południe”. Chwilę później klimat opowieści zmienia się diametralnie. Relacja z bitwy pod Gettysburgiem i początek powstania niewolników zostaje płynnie połączony z nowymi technologiami militarnymi, które forsuje prezydent Lincoln.
Tytułowy Jeremiah Cross, zwany Krzyżem Południa jest tylko jednym z elementów w układance, którą Jakub Ćwiek z kpiarskim uśmieszkiem zrzuca nam na głowę, lecz dopiero po zakończeniu lektury zaczynamy dostrzegać, co tak naprawdę szykuje nam autor. Dlaczego nie od razu? Bo w jednej książce mamy przekrój przez wszystkie etapy, jakie przeszła opowieść rodem z Dzikiego Zachodu. Autor droczy się pytając – a ten film widziałeś? No jasne, że tak – odpowiadam widząc oczyma wyobraźni Crossa z ironicznym wyrazem twarzy Clinta Eastwooda. Podobnych skojarzeń jest więcej, lecz opowieść sama w sobie pozostaje oryginalna, zwłaszcza, że wzbogacona w magię voodoo i tajemniczy metal, który wpada w ręce federalnych…
Jednak książkę odłożyłem z rozczarowaniem. Nie ze względu na dziury logiczne, warsztat literacki czy błędy redaktorskie. Jest bardzo dobrze napisana, ale wielowątkowość działa w tym wypadku na jej niekorzyść. To trochę tak, Drogi Czytelniku jakbyś po zjedzeniu przekąsek, został wyproszony z restauracji. Było miło, ale sytości nie doświadczyłeś. Właśnie tak jest z „Krzyżem Południa”. Zanim zostanie wydana druga część, połowa rzeczy, które są istotne dla fabuły, może zostać zapomniana lub zignorowana. Wątki polskiego inżyniera, zatrudnionego przez Lincolna czy Crossa w niewoli, są zaledwie szkicem i po prostu domagają się dopowiedzenia.
Po zakończeniu lektury, zamiast pełnego obrazu, mamy ramkę, bo skończyły się nam puzzle. Dla fanów powieści Ćwieka obietnica dobrej literatury zapewne wystarczy, bo autor pokazał, chociażby w „Kłamcy”, że potrafi dotrzymać danego słowa. Jednak czy „Krzyżem Południa” będzie potrafił zawalczyć o nowych sympatyków? Czas pokaże. Póki co, nucąc pod nosem „Dixie”, obejrzę po raz setny „Wyjętego spod prawa Joseya Walesa”.
Jakub Ćwiek "Krzyż Południa. Rozdroża",
Bellona, Runa, liczba stron 336, cena 29,90 zł