Publikujemy po raz pierwszy nieznane zdjęcia z pogrzebu Wojciecha Korfantego. Pan Eugeniusz Klecha zrobił je swoim nowym aparatem, otrzymanym od rodziców za dobre wyniki w nauce, 20 sierpnia 1939 roku, w dniu pogrzebu ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Publikujemy po raz pierwszy nieznane zdjęcia z pogrzebu Wojciecha Korfantego. Pan Eugeniusz Klecha zrobił je swoim nowym aparatem, otrzymanym od rodziców za dobre wyniki w nauce, 20 sierpnia 1939 roku, w dniu pogrzebu Korfantego.


W stanie wojennym, gdy Korfanty był w Polsce postacią zakazaną i prawie nieznaną, jeden ze znajomych Henryka Czarnika, czytelnika "Dziennika Zachodniego", nieżyjący już dziś Eugeniusz Klecha, przyniósł mu kilkanaście archiwalnych, czarno-białych zdjęć. To były pierwsze zdjęcia wykonane przez niego aparatem fotograficznym, kupionym mu przez rodziców za dobre postępy w nauce. Eugeniusz Klecha robił te zdjęcia 20 sierpnia 1939 r. Dzięki Henrykowi Czarnikowi fotografie trafiły do naszej redakcji. Ta pamiętna niedziela sprzed 70 lat była nie tylko dniem pogrzebu Korfantego, ale także potężnej manifestacji w Katowicach, która zgromadziła, według różnych źródeł, od 100 do 250 tys. osób. Autor najnowszej biografii Korfantego, Jan F. Lewandowski, utrzymuje ostrożnie, że pogrzeb bez wątpienia zgromadził kilkadziesiąt tysięcy osób. Była to ostatnia wielka manifestacja Polaków przed wybuchem II wojny światowej.

Z przedwczesną śmiercią Korfantego wiąże się nadal wie-le niejasności. Jedna z hipotez mówi, że został otruty oparami arszeniku, którymi nasączone były ściany celi więziennej w Warszawie (tak w każdym razie zeznał jeden z jego lekarzy, dr płk Bolesław Szarecki, w Londynie w 1940 roku). Wróćmy więc do okoliczności tych zdarzeń. Jako polityczny przeciwnik sanacji i wojewody śląskiego Michała Grażyńskiego (w l. 1926-1939), Wojciech Korfanty stale zagrożony był aresztowaniem. Wiosną 1935 r. zdecydował się na emigrację i wyjechał do Pragi. Do kraju nie mógł wrócić nawet na pogrzeb syna Witolda (w 1938 r.); rząd premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego, piłsudczyka, odmówił mu wydania glejtu bezpieczeństwa.

Po aneksji Czechosłowacji przez hitlerowskie Niemcy, Korfanty wyjechał do Francji. Jednak w kwietniu 1939 r., po wypowiedzeniu przez III Rzeszę układu o nieagresji i niestosowaniu przemocy, zaryzykował powrót do Polski. Natychmiast został zatrzymany i osadzony w warszawskim więzieniu przy ul. Dzielnej. Mimo protestów opinii publicznej, spędził w nim prawie 3 miesiące. Załamał się wówczas, popadł w depresję i zaczął chorować. W obawie, by nie zmarł w celi i nie stał się męczennikiem opozycji, władze zdecydowały się go zwolnić 20 lipca 1939 r. Rokowania były niedobre: uszkodzona wątroba, zapalenie woreczka żółciowego i opłucnej, wycieńczenie. Trafił do szpitala św. Józefa przy ul. Hożej. 11 sierpnia przeszedł operację, a sześć dni później zmarł.

Wiadomość o jego śmierci błyskawicznie dotarła na Śląsk. Powtarzało ją Radio Katowice, gazeciarze roznosili specjalne popołudniowe wydanie "Polonii". Miało dwie strony i przygotowane zostało przez red. Bolesława Surówkę, po wojnie długoletniego redaktora "Dziennika Zachodniego". Ta sama "Polonia" informowała w piątkowym wydaniu z 18 sierpnia 1939 r.: "Wstrząsająca wieść żałobna! Wojciech Korfanty zmarł o godz. 4 rano. Wyzionął ducha dokładnie o godzinie, którą z całą świadomością i przytomnością zapowiedział w południe dnia poprzedniego otaczającej go rodzinie. Zmarł dziwnym zrządzeniem Opatrzności akurat w 20. rocznicę wybuchu I powstania śląskiego. Wiadomość o Jego śmierci, choć spodziewanej, wywołała wszędzie wstrząsające wrażenie".

Poniedziałkowe wydanie "Polonii" z 21 sierpnia w całości poświęcone było uroczystościom pogrzebowym śląskiego męża stanu. Trasa konduktu pogrzebowego, prowadzonego przez ok. 200 księży i dwóch biskupów, była długa, liczyła kilka kilometrów, i prowadziła z domu Korfantego ulicami Powstańców, Kościuszki, Jordana, Mikołowską do kościoła św. Piotra i Pawła, i znowu Mikołowską, Matejki, do pl. Wolności, stamtąd Gliwicką i Sobieskiego pod siedzibę drukarni i wydawnictwa "Polonia", Opolską, Mickiewicza, do pl. Piłsudskiego (dziś Rynek), ul. Piłsudskiego (dziś Warszawska), na cmentarz przy Francuskiej. A wszędzie trumnie ze zwłokami Korfantego towarzyszyły nieprzebrane tłumy Ślązaków i przeciwników sanacji. W jego willi, domu żałobnym przy ul. Powstańców 41, ponad 150 delegacji organizacji i stowarzyszeń złożyło wieńce. "O godz. 16 rozkołysały się dzwony wszystkich świątyń w Katowicach" - informowała "Polonia". Pochyliło się 400 sztandarów, by oddać cześć "Wskrzesicielowi Śląska".

Trumnę nieśli kolejno przedstawiciele Sokoła, hallerczycy, powstańcy narodowi, górnicy i rolnicy w strojach regionalnych. Uroczyste egzekwie odbyły się w kościele św. Piotra i Pawła, pełniącym wówczas rolę świątyni biskupa śląskiego. Ówczesny ordynariusz, bp Stanisław Adamski, wygłosił podniosłe kazanie, określając ostatnią drogę Korfantego "pochodem triumfalnym bohatera narodowego" i apelując, by nad jego trumną ucichły waśnie rodaków. Delegacji żegnających Korfantego było mnóstwo, ale rzucała się w oczy nieobecność wojewody Grażyńskiego, który manifestacyjnie wyjechał tego dnia w Beskidy, zakazując urzędnikom śląskim udziału w ceremonii. Tak wielka była jego zapiekłość, że nawet w obliczu śmierci nie zmienił zdania.

Tłum żegnający Wojciecha Korfantego źle odebrał tę polityczną małostkowość, brak udziału władz II RP i województwa śląskiego. "Podobno zakaz udziału otrzymali też oficerowie garnizonu katowickiego. Jednak na zdjęciach w >>Polonii<< widać niewielką grupkę oficerów z pułkownikiem Józefem Gizą, dowódcą Górnośląskiej Brygady Obrony Narodowej" - napisał Jan F. Lewandowski w biografii Korfantego.

Przedwojenny reporter zauważył, że gdy trumna osiągnęła bramy cmentarza, koniec konduktu znajdował się jeszcze przy kościele św. Piotra i Pawła.

Nad mogiłą Korfantego żegnający go obiecywali wieczną pamięć jednemu z najwybitniejszych synów ziemi śląskiej "za przywrócenie tych ziem na Ojczyzny łono", a także "za niewdzięczność i polityczne poniżenie, jakie mu zgotowano". W testamencie, podyktowanym tuż przed śmiercią, Korfanty wyraził myśl następującą:

"Wypowiadam gorącą prośbę do ludu śląskiego, by pozostał wierny zasadom chrześcijańskim i swemu przywiązaniu do Polski, by nie ustawał w pracy i poświęceniu, aby z Polski zrobić taką Polskę, jaka jest godna naszych marzeń".

Wielu "korfanciorzy" w śląskich rodzinach zdanie z tego testamentu powtarza do dziś niczym magiczne zaklęcie.

Wiadomości Katowice, Wydarzenia Katowice

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!