Multitrener, czyli Mirosław Woźnica

Multitrener, czyli Mirosław Woźnica (© fot. Lucyna Nenow.)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Losy Mirosława Woźnicy przeplatają się z większością katowickich klubów. Karierę rozpoczął w GKS-ie w 1972 r. - Pierwsze piłkarskie kroki stawiałem na boisku przy starej złomnicy. Starsi katowiczanie pewnie pamiętają to miejsce. Teraz tam stoją bloki - wspomina Woźnica. Przygodę z klubem zakończył dość szybko. W wieku 16 lat trafił do Rozwoju i z tym klubem związał się na dobre.

Najpierw jako zawodnik, potem szkoleniowiec. - Tak naprawdę znalazłem się tu ze względu na szkołę. W tamtych czasach dojazd z Ligoty na Dąb trwał dobrą godzinę, a w moim domu priorytetem była nauka. Dlatego z ojcem nawet nie było tematu, musiałem przyłożyć się do zajęć szkolnych, a potem przygotowywać do matury - wspomina Woźnica. W klubie spędził większość swojego sportowego życia i mimo prób w innych zespołach zawsze wracał na ul. Zgody. - To ten klub mam w sercu. Odkąd w wieku czterdziestu paru lat zakończyłem piłkarską karierę, zajmuję się jego młodzieżą i ciężko mi sobie wyobrazić, by miało być inaczej - podkreśla. Dwa lata temu z piłkarzami urodzonymi w 1989 wywalczył awans do makroregionu, czyli Śląskiej Ligi Juniorów Starszych. Obecnie opiekuje się grupą zawodników z rocznika 1991, którą w trudnym momencie przejął po Marku Klamie. Po rundzie jesiennej zajmują pozycję w środku tabeli. - Przygotowujemy chłopców do gry w pierwszej drużynie Rozwoju, a talentów nie brakuje. Dlatego często najzdolniejsi zasilają kadrę trenera Galei i wtedy zaczynają się problemy - ocenił Woźnica. W tym roku będzie obchodził swoje 50. urodziny. Na jubileusz wymarzył sobie awans do Ekstraligi zespołu… kobiet z 1. FC Katowice. Bo piłkarskiego kunsztu uczy również panie. Pod jego wodzą katowiczanki z ligowego średniaka awansowały do rangi faworyta w walce o awans do elity. Przyznaje, że pracę z %071. FC podjął z ciekawości. Potem przyszły pierwsze postępy i trudno było się wycofać.

Równie ciężko było Woźnicy odmówić przyjaciołom z Kolejarza. Jest bowiem trenerem również tej drużyny. - Plan przygotowań Kolejarza oraz wynik sportowy spoczywają na moich barkach. Nie ukrywam, że treningi nieraz się nakładają i ciężko to pogodzić. Mam świadomość, że jest to nie najlepsze rozwiązanie i czasem przydałby się mój klon. Ale jestem na emeryturze i dla katowickiej piłki warto się poświęcić - tłumaczy.

Czytaj także

    Komentarze (3)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Jacek P (gość)

    Nie znam drugiego człowieka co by kochał pilke nożną jak Mirek.Pozdrawiam cie i życzę żebyś dopią celu.( Mały pozdrowienia od kumpla z placu )