Panie reprezentujące wszystkie opcje polityczne będą się uczyć autoprezentacji, budowania wizerunku, planowania i strategii kampanii wyborczej, by w listopadowych wyborach samorządowych zdobyć jak najwięcej miejsc w radach miast, gmin i powiatów. Zapisy na szkolenia trwają do 16 sierpnia.
- Kobiety stanowią 54 proc. ludności naszego województwa, a zajmują tylko 19 proc. miejsc w radach gmin i powiatów - mówi Monika Sobańska, wiceprezeska Aktywnych Kobiet. - W Sosnowcu o sprawach miejskich decydują sami mężczyźni, w Rybniku i Bielsku-Białej w radach miast zasiada tylko jedna kobieta. W naszym województwie kobiety nie są odpowiednio reprezentowane, a tematyka je interesująca (choćby kwestie przedszkoli, żłobków) jest pomijana w dyskusjach na szczeblach decyzyjnych. Przyszedł czas, by to zmienić - dodaje Sobańska.
Wśród kobiet, które chcą się szkolić jest Dorota Zasowska z Sosnowca. - Nie mam doświadczeń politycznych, jestem trenerką rozwoju osobistego i specjalistką ds. jakości w służbie zdrowia, ale mam jeszcze dużo energii i chcę, żeby w Sosnowcu głos kobiet był wyraźniejszy, byśmy miały więcej wpływu na sprawy miasta - mówi 43-latka.
- Kobiety w radzie bardzo by nam się przydały, bo mają inne spojrzenie niż my na pewne sprawy - uważa Przemysław Wydra, wiceprzewodniczący rady miejskiej Sosnowca. Zauważa jednak, że w 2006 r. w jednym z okręgów kobieta startowała z pierwszego miejsca na liście Prawa i Sprawiedliwości, a i tak nie wygrała. - Do rady weszli mężczyźni, którzy zajmowali niższe miejsca na liście. Po prostu tak chcieli wyborcy - nie kryje Wydra.
Według dr. Tomasza Słupika, politologa z Uniwersytetu Śląskiego, w Polsce polityka wciąż jest kojarzona z obszarem, w którym realizują się głównie mężczyźni. Kobiety, zwłaszcza w partiach konserwatywnych, są traktowane jak tzw. paprotki - służą głównie do ocieplania wizerunku. Polacy, mimo zmian, które nastąpiły w ostatnich 20 latach, wciąż są społeczeństwem konserwatywnym. Najwięcej kobiet w radzie miasta (40 proc.) zasiada w Dąbrowie Górniczej. Szlak przecierała dla nich Agnieszka Pasternak, posłanka III i IV kadencji Sejmu, która porzuciła Warszawę w 2006 r. na rzecz działalności samorządowej. Mieszkańcy miasta na jej przykładzie uwierzyli, że kobiety też nadają się do polityki i wybrali oprócz niej jeszcze siedem innych pań do liczącej 20 osób rady. - Nasza obecność w radzie łagodzi obyczaje, panowie trochę się miarkują - mówi 38-letnia Agnieszka Pasternak. - Jesteśmy bardziej odpowiedzialne, sumienne, pilniejsze, zawsze jesteśmy przygotowane. Za to stresujemy się wystąpieniami publicznymi - konstatuje.