(© Fot. Lucyna Nenow)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Z Waldemarem Bojarunem, rzecznikiem Urzędu Miejskiego w Katowicach, rozmawia Grażyna Kuźnik

Podobno w domu starannie sortuje pan śmieci, korzystając z kolorowych worków na szkło, papier i metal. Trudno było się do tego obowiązku przyzwyczaić?

Na początku sortowanie sprawiało mi pewną trudność, bo musiałem się pilnować. Brakowało mi odruchu, żeby uważnie dzielić śmieci; przecież przez lata nikt tego od nas nie wymagał. Wszystko szło do jednego kubła i kończyło pewnie gdzieś na wysypisku. Ale kilka miesięcy temu zostałem objęty akcją katowickiego Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej, które lokatorom posesji w kilku dzielnicach zaproponowało ciekawy układ. W moich Panewnikach mieszkańcy dostali bezpłatnie worki na odpady, do których trafiać jednak mogą tylko posortowane śmieci. Odbierane są też bezpłatnie raz na miesiąc. I obserwuję, że ludzie bardzo przykładają się do tego zadania. Ja również.

I teraz pan wie, co wyrzuca w ciągu miesiąca? Mieszka pan w mieście, które produkuje najwięcej śmieci w aglomeracji śląskiej.

Bardzo dużo wyrzucam plastikowych opakowań. Głównie butelek, ale także pojemników na środki czystości. Takimi plastikami zapełniam cały worek. Jest także sporo szklanych opakowań, których nie da się wykorzystać w domu, a więc głównie małych, po koncentratach, musztardzie, majonezie. I oczywiście mnóstwo papieru. Mniej zbieram metalu, czyli puszek. Cieszę się, że z tego wszystkiego można odzyskać surowce, które mogą przydać się gospodarce. I że przy okazji mogę uczyć moje dziecko, co to znaczy ekologia, przyzwyczajać je od dzieciństwa do tego, że śmieci trzeba sortować.

W dzielnicach domów jednorodzinnych taka segregacja działa, ale w dużych osiedlach trudno mówić o sukcesie.

To rzeczywiście problem. Do urzędu dochodzą sygnały od MPGK, że wystawione w osiedlach pojemniki na wybrane odpady zapełniane są byle czym. Niektórzy mieszkańcy nie respektują zasad segregacji śmieci, nic ich to nie obchodzi. Może dlatego, że niezależnie od tego, czy sortują śmieci, czy też nie, za ich wywóz płacą tyle samo. A jeśli nie odnoszą z tego finansowych korzyści, a poza tym nie mają wystarczającej świadomości ekologicznej, to jest właśnie jak jest. W przypadku indywidualnego odbioru worków wiadomo, kto worki zapełnił, a poza tym są one przezroczyste. Odbiorca widzi, czy ktoś wywiązał się u obietnicy. Jeśli w workach jest co innego niż powinno, nie są odbierane.

Sąsiedzi widzą też, kto nie oddaje worków, a więc nie wiadomo, co robi ze śmieciami. W naszym regionie około 20 proc. mieszkańców nie ma podpisanych umów na wywóz odpadów komunalnych ze swoich posesji, więc pewnie ich śmieci trafiają na dzikie wysypiska albo gdzieś poza kontrolą do środowiska.

Tak, w dzielnicach domów jednorodzinnych jest pewna kontrola społeczna, ale też niewystarczająca. Wiadomo na przykład od razu, który sąsiad pali śmieciami w piecu, ale co może zrobić podtruwany sąsiad? Żeby uniknąć takich sytuacji, miasto dopłaca do zmiany przestarzałych pieców na nowocześniejsze, w których nie da palić się szkodliwymi odpadami. Bardzo polecam takie rozwiązanie.

Czy jednak warto starać się i segregować śmieci, skoro wcale nie tak łatwo o odbiorców surowców wtórnych? Najlepiej gospodarujące odpadami komunalnymi kraje Europy odzyskują ze śmieci komunalnych ponad 80 procent surowców wtórnych. U nas to kwestia kilku procent. Skąd wiadomo, że rozdzielone w domu surowce znowu nie trafią na wysypisko, bo nie będzie na nie chętnych? Z kilkuset tysięcy ton produkowanych każdego roku w województwie śląskim odpadów, nadających się do biodegradacji, wykorzystuje się zaledwie sto kilkadziesiąt ton

Niestety, to nasz słaby punkt. Niedawno był kryzys w tej dziedzinie i katowicki MPGK skarżył się, że ma kłopoty ze zbyciem odzyskanych odpadów. To nasza odwieczna bolączka. Zawsze, aż do dzisiaj mamy kłopoty z oddawaniem na przykład zużytych butelek do sklepów. To marnotrawstwo, a poza tym problem zrzucony na barki zwykłego konsumenta. Za granicą za odbiór zużytych opakowań po swoich artykułach odpowiadają producenci, to oni muszą zorganizować system ich odbioru. Stawiają na przykład maszyny, które zgniatają puszki. U nas nie ma przepisów, które by regulowały tę sprawę. Dążymy do tego, żeby i u nas pojawiły się podobne regulacje.

W 2015 roku każdy Polak będzie musiał segregować śmieci pod groźbą kary finansowej. A w prawie każdej gminie powstać będzie musiał zakład segregacji odpadów. Katowice są przygotowane do takiej ekorewolucji?

Na szczęście już kilka lat temu wybudowaliśmy nowoczesną sortownię i kompostownię, dlatego nie mamy czego się obawiać. Problem w tym, że śmieci stale przybywa. Planujemy w aglomeracji śląskiej budowę wielkiej spalarni i zostało nam jeszcze trochę czasu, żeby tę inwestycję zrealizować. Ale trudno będzie nam uporać się z problemem śmieci, jeśli sami mieszkańcy nie uwierzą, jak wiele od nich zależy.

Wiadomości Katowice, Wydarzenia Katowice

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

masaccio (gość)

gmina ma ustawowy obowiązek organizacji SZO, ale brak sankcji finansowych to idealna wymówka
za wywóz śmieci komunalnych rodzina (2+2) płaci ok. 400zł rocznie; od ponad 3 lat selekcjonuje i wywożę we własnym zakresie (z domu):
a. makulaturę tj gazety, reklamy ze skrzynki pocztowej, papierowe opakowania po produktach spoż. (rocznie ok 60zł odzysku -via skup)
b. szkło (do Eko-domku IKEA bo nikt inny nie przyjmuje bezzwrotnych; ok 50kg rocznie)
c. opakowania metalowe - osobno puszki Alu i inny metal (rocznie ok 60zł odzysk via skup)
d. plastik - osobno PET i inne /folie, opakowania po art spoż., inne/ (do Eko-domku IKEA bo na osiedlu /Katowice-Centrum SM Gornik/ nie ma kontenerów rocznie prawie 50kg = 20 worów 20l )
korzyść z Eko-domku = punkty zamieniane na sadzonki krzewów, drzewek o wartości ok 50zł rocznie
Jest to dla mnie chore że tylko tak mogę ulżyć swojemu portfelowi, ale wolę tak niż czekać na "szczodrość" Uszoka, itp.
Tego mój budżet może nie wytrzymać.
Kontenerowa sortownia dla osiedla (ponad 1,5tys mieszkańców) o dochodzie ok 3tys na m-c władz SM Górnik nie interesuje (niech ludzie płacą będzie więcej do kasy molocha)
a dzięki oszustwom i "na papierze" mafia zarabia na zwrocie VAT miliony PLN na obrocie złomem i odpadami szklanymi - skutek będzie taki że wkrótce będę płacił za błędy polityków rocznie coraz więcej bo dojdą obciążenia z tytułu kar UE:
http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/428545,unia_zajmijcie_sie_smieciami_albo_placcie.html