Egzaminator nie odpowie za pomyłkę przy sprawdzaniu matury

To był horror. Przez kilka dni sądziłyśmy, że córka oblała egzamin pisemny z polskiego i nie dostanie się na żadne studia - denerwuje się pani Ewa, matka tegorocznej maturzystki z Katowic.
Dla pechowców matura może okazać się wyjątkowo stresująca
 Fot. Jacek Babicz

W szkole dziewczynę poinformowano, że od zdanej matury dzielił ją zaledwie jeden procent, bo uzyskała 29 proc. punktów możliwych do zdobycia, a zgodnie z procedurami, egzamin uznaje się za zaliczony, jeśli zdający dostanie co najmniej 30 procent. Maturzystka jednak podejrzewała, że to pomyłka. Z pozostałych egzaminów uzyskała zresztą wysokie noty - od 76 do 92 procent.

2 lipca napisała do Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej wniosek o wgląd do pracy. Termin ustalono na 9 lipca. Dwa dni wcześniej dziewczynę powiadomiono telefonicznie, że jednak maturę zdała. Po świadectwo pojechała natychmiast - na wszelki wypadek. W Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej wyjaśniają, że nie doszło do zamiany wyników, ale że to był błąd przy sprawdzeniu pracy.

- Egzaminator ocenił ją niżej niż powinien, bo uznał za niezgodną z tematem. Mocno ograniczył też punktację w pozostałych kryteriach. Kiedy zajrzeliśmy do tej pracy, okazało się, że można znaleźć tam fragmenty odnoszące się do tematu. W efekcie praca zyskała kilka punktów - tłumaczy Jadwiga Brzdąk, wicedyrektorka OKE w Jaworznie.

OKE o zmianie wyniku powiadomiło Krajowy Rejestr Matur, do którego wgląd mają uczelnie. Dzięki temu maturzystka dostała się na studia. Jednak przez kilka dni była na skraju załamania. Postanowiła wyciągnąć konsekwencje wobec egzaminatora. Ministerstwo Edukacji Narodowej jej w tym nie pomoże.

- Sprawy związane z ocenianiem matur nie leżą w naszej gestii - mówi Grzegorz Żurawski, rzecznik MEN.

Podobnie jest w szkołach. Uczniowskie zastrzeżenia do wyników matur nie są sprawą liceum czy technikum, w którym pisali egzamin. Po maturze stają się absolwentami i jeśli chcą się odwołać, muszą z tym problemem sobie radzić sami. Maturzystka napisała więc skargę do Śląskiej Społecznej Rady Oświatowej. Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia, jednak nie zostawia złudzeń: - Egzaminatorowi nic nie grozi, bo prawo oświatowe nie przewiduje odpowiedzialności za taką pomyłkę - mówi.

Egzaminatorzy są poddawani losowej kontroli i jeśli popełnią kilka błędów, są odsuwani od egzaminowania. Zgodnie z procedurą, kontroli poddaje się tylko 10 proc. arkuszy maturalnych.

- Przepisy są takie, że dziewczyna nie może nawet wejść na drogę postępowania administracyjnego i być może w konsekwencji domagać się przed sądem ukarania egzaminatora. Władza komisji egzaminacyjnych jest absolutna - twierdzi Maciej Osuch.

W tym roku już 534 osoby z naszego regionu zdecydowały się na wgląd w swoją pracę maturalną.

534 maturzystów z województwa śląskiego reklamowało w tym roku wynik swego egzaminu dojrzałości

W Okręgowych Komisjach Egzaminacyjnych zarejestrowanych jest po kilka, a często nawet po kilkadziesiąt tysięcy egzaminatorów. Przeszli szkolenia zakończone egzaminem i uzyskali uprawnienia do oceniania matur, egzaminów gimnazjalnych i sprawdzianów pisanych na zakończenie szkoły podstawowej.

Nie brak jednak opinii kwestionujących ich kompetencje. Kilka lat temu krakowscy nauczyciele napisali nawet apel do Ministerstwa Edukacji Narodowej.

- Sprawy związane z ocenianiem matur nie leżą w gestii ministerstwa - mówi nam Grzegorz Żurawski, rzecznik MEN.

Ale uczniowskie zastrzeżenia co do wyników matur nie są też sprawą liceum czy technikum, w którym pisali egzamin. Po maturze stają się absolwentami i jeśli chcą się odwołać, muszą z tym problemem radzić sobie sami.

Dlatego maturzystka z Katowic, która po kilku dniach dowiedziała się, że jednak zdała maturę z języka polskiego, napisała skargę do Śląskiej Społecznej Rady Oświatowej. "Wynik z egzaminu z języka polskiego z 29 proc. został poprawiony na 47 proc. Zostałam przeproszona ustnie przez pracownika OKE" - pisze w skardze. Jej zdaniem, ustne przeprosiny to za mało, zwłaszcza że przepraszał polonista, który poprawił błąd swojego poprzednika.

- Rok temu mieliśmy odwrotną sytuację, maturzysta ze Sławkowa omyłkowo dostał świadectwo dojrzałości, mimo że nie zdał matury. Sprawa wyszła na jaw, kiedy od wyniku egzaminu odwołał się jego kolega, bo ten z kolei nie mógł uwierzyć, że nie zdał. Okazało się, że na pracach doszło do zamiany kodów. Okręgowa Komisja Egzaminacyjna próbowała odebrać dokument sądownie. Oskarżono chłopaka o ukrywanie świadectwa, ale sędziowie orzekli, że dokument jest legalny, a maturzysta niewinny. Takie sytuacje będą się zdarzały, dopóki nie uporządkuje się sprawy statusu świadectwa maturalnego, co ma wpływ na ocenianie oraz kwestie wynikające z odwoływania się od wyników - uważa Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia.

Czy świadectwo jest dokumentem administracyjnym, czy też nie? - zadawano sobie pytanie.

Wicedyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej zastanawiał się:

- Nie istnieje przepis o unieważnieniu pracy magisterskiej czy świadectwa. Być może w tym leży problem - komentował sprawę Mirosław Sawicki w grudniu 2009 roku.

- Od dawna prawnicy łamią sobie nad tym głowy, bo zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego, świadectwo nie jest dokumentem administracyjnym, nie można go więc unieważnić. To ma oczywiście odniesienie do sytuacji tej maturzystki. Gdyby odwołanie się od wyniku było decyzją administracyjną, to dziewczyna mogłaby wejść na drogę postępowania administracyjnego i być może w konsekwencji domagać się przed sądem administracyjnym ukarania egzaminatora. W obecnej sytuacji, to co robi OKE jest decyzją wiążącą i jest samo w sobie podmiotem odwołań - dodaje Osuch.

"Czułam się niesprawiedliwie potraktowana, skrzywdzona" - czytamy w skardze maturzystki.

- Rozumiem to. Myślę, że zawiodła tu także jeszcze jedna rzecz. Otóż szkoła widząc, że dziewczyna ma tylko 1 proc. mniej, powinna od razu porozumieć się z nami w kwestii wyjaśnienia sprawy, zwłaszcza że pozostałe wyniki są wysokie - tłumaczy Jadwiga Brzdąk, wicedyrektorka OKE w Jaworznie.

Regionalne OKE przechowują prace maturalne przez pół roku od daty egzaminu. Na podstawie rozporządzenia, maturzysta ma prawo je obejrzeć w tym okresie, po uprzednim złożeniu wniosku. Każdy otrzymuje swój arkusz maturalny, kartę z odpowiedziami, oraz kopię klucza punktowania. - W razie wątpliwości ma prawo do konsultacji z ekspertem - tłumaczy Jadwiga Brzdąk. W tym roku z takiej możliwości skorzystały już 534 osoby, w ubiegłym 860.

Matka dziewczyny uważa, że każda osoba, która ma choć niewielkie wątpliwości, powinna sprawdzić pracę.

- Powinni być czujni - dodaje pani Ewa.

Jak wynika z informacji przekazanych przez śląskie uczelnie, takie przypadki, zgodnie z zasadami rekrutacji, są rozstrzygane indywidualnie.

- Kandydat, który nie z własnej winy stracił miejsce w rekrutacji, może się odwołać. Odwołania rozpatrujemy w sierpniu w ramach pierwszej rekrutacji - tłumaczą w Politechnice Śląskiej.

Każdy ma 14 dni na złożenie odwołania.

Uczniowie z Rabki nagrali ustną maturę z języka polskiego na dyktafon

W tym roku pojawił się też kłopot z ustnym egzaminem.

Maturzyści z Rabki nagrali ustny egzamin z polskiego na dyktafon, bo podejrzewali, że zostaną oblani z powodu konfliktu z nauczycielami. To dlatego, że w marcu zorganizowali protest w obronie nauczycielki matematyki przeciw dyrektorowi szkoły. Skargi wysłali do starostwa i kuratorium oświaty. Czworo spośród uczestników protestu nie zdało ustnej matury z polskiego.

Szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, Krzysztof Konarzewski, poparł uczniów: - Jestem za rejestrowaniem ustnych egzaminów i wprowadzeniem takich przepisów, by ocenę postawioną przez szkolną komisję można było podważać.

Jednak Grzegorz Żurawski, rzecznik MEN, twierdzi, że nagrywanie ustnych matur mogłoby się rozpocząć w 2015 r., gdy wejdą w życie zmiany w egzaminach, nad którymi cały czas pracuje resort.

KATP

Katarzyna Piotrowiak

  • Dziennik Zachodni

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3