(© arch.)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Było w tym coś z baletu. "Diablo" zamarkował prawy cios na korpus. Giacobbe Fragomeni pochylił się, spiął. Trwało to ledwie ułamek sekundy. Polak miękko czmychnął w prawą stronę, kątem oka dostrzegł, że Włoch nie zdążył ochronić lewej skroni. Włodarczyk grzmotnął więc bezlitośnie potężnym prawym sierpowym.

Gong sędziego uratował Fragomeniego przed egzekucją. To wtedy jednak Włodarczyk po raz pierwszy poczuł zapach miliona złotych premii. Zapach, który zniewala i dodaje wiary w siebie. Wszedł do siódmej rundy.

Pierwszych pięć nie zwiastowało jednak niczego ciekawego. Inauguracyjną praktycznie przechodzili, opukując się, jakby sprawdzali, na czyjej skorupce jest skaza, która zacznie pękać w kolejnych odsłonach. Opukiwanie trwało jeszcze w kolejnej, choć nie życzyłbym nikomu, żeby był nawet lekko puknięty przez "Diablo".

- Nie taki był plan. Krzysiek zaczął za wolno i zaczynało mnie to martwić - analizował po walce jego trener Fiodor Łapin, wycierając z białego dresu krew bokserów.

Łapin martwił się, że Krzysztof może powtórzyć przedstawienie z Rzymu, gdzie zremisował z Włochem właśnie przez błędy taktyczne. Ale tak naprawdę w głowie kołatała mu myśl: co z prawą pięścią "Diablo". Rozbił ją na treningu przed walką. Była sinofioletowa.

I przez cztery początkowe starcia Włodarczyk powstrzymywał rywala na dystans lewymi prostymi. Zmieniał rytm, kierunek, nie wdawał się w bijatykę, wchodzenie w zwarcia. Bo w nich groźniejszy był Włoch: niższy, z krótszymi ramionami. Włodarczyk to wiedział, a jego asekuracyjny styl znajdował uznanie w oczach sędziów, którzy pierwsze cztery rundy wypunktowali dla Polaka. Ekipa "Diablo" znała werdykt.

- Ja nie lubię takich momentów. To źle wpływa na zawodnika: myśli, że prowadzi, jest dobrze i wtedy można nadziać się na przykrą niespodziankę. Mówiłem Krzyśkowi, że ma robić swoje, przyśpieszyć, szukać luk w obronie i rozbijać Włocha - tłumaczył Łapin.

Włodarczyk potrzebował jednak jeszcze kilku minut, żeby uwierzyć w siebie. Kluczowa szósta runda obnażyła słabość Włocha. Nie był już tak twardy jak przez ostatnie lata. Do tej pory znokautował go tylko David Haye, który dziś jest jedną z największych gwiazd wagi ciężkiej. Jednak nawet Haye potrzebował więcej czasu.

Włodarczykowi wystarczyło osiem rund. Wówczas od pierwszych sekund ruszył do przodu, bo - jak twierdzi trener - już polowali na nokaut. Ogłuszył Włocha prawym podbródkowym, zapędził do narożnika i niemiłosiernie tłukł sierpowymi, sadzając go na ziemię. Fragomeni wstał, ale w jego narożniku już czekano z ręcznikiem, by przerwać starcie. Zresztą Giacobbe sam wysapał sędziemu: basta.

Włodarczyk ma pas wagi junior ciężkiej WBC. Chce go utrzymać dłużej niż ten od IBF, który miał pół roku.

Wiadomości Katowice, Wydarzenia Katowice

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!