To przykre, jak masz dobre pomysły, a urzędnik mówi "nie, to nie tak, o tu mamy takie zdjęcie, tu byłem, na Wyspach Kanaryjskich i widziałem taki budynek, niech pan popatrzy". Nasze pomysły często konsultuje osoba, która nie jest architektem, która traktuje projektowany obiekt jak swój prywatny dom... - o tym, jak zmienia się architektura woj. śląskiego i nie tylko z Arkadiuszem Płomecki z pracowni Studio Architektury rozmawia Justyna Przybytek

Od ponad 20 lat zajmujesz się organizacją konkursu Architektura Roku woj. śląskiego. Jak przez ten czas zmieniała się architektura regionu?
Zmieniła się przede wszystkim świadomość architektury. Po pierwsze dostaliśmy pieniądze unijne, a jeśli się je dostaje, to trzeba się z nich bardzo dobrze rozliczyć. To już nie jest tak, że można budować, żeby zaoszczędzić przysłowiowe 5 zł i zrobić za to klomb przed urzędem. Nie, bo pieniądze unijne trzeba wydać, albo to, co zostało, zwrócić. Jeśli więc urzędnik ma świadomość, że może dobrze wydać pieniądze i dzięki temu efekt będzie lepszy, albo nie wydać i zwrócić pieniądze do Brukseli, to woli je wydać. Potem będzie utrzymywał, że on walczył, żeby to coś wyglądało dobrze. No i dobrze, niech utrzymuje.

A po drugie?
Coraz więcej pieniędzy w ogóle ludzie przeznaczają na architekturę. Mają świadomość, że nie opłaca się budować tanio, bo tańsze budynki są droższe w eksploatacji i to się na dłuższą metę nie opłaca. Ale w naszym zespole mamy takie hasło, że architektura nie jest ani droga, ani tania, ale jest dobra albo zła. I jestem przekonany, że za niewielkie pieniądze też można zrobić dobrą architekturę, tylko to wymaga dużo więcej inwencji i pracy. Im bardziej przemyślany projekt, tym tańszy będzie w budowie i w eksploatacji.

Ale inwestor inwestorowi nierówny. Z kim pracuje się trudniej, z prywatnym czy publicznym?
Teoretycznie z prywatnym, bo on operuje własnymi pieniędzmi, często zaciąga kredyt, który będzie spłacał całe lata. Ale jeśli mamy do czynienia ze świadomym prywatnym inwestorem, jest łatwiej, bo szybciej dochodzi się do porozumienia. Trudniej więc pracuje się dla inwestora publicznego, bo dochodzi do sytuacji, które trudno architektowi akceptować.

Jakich na przykład?
Nasze pomysły konsultuje osoba, która nie jest architektem, która traktuje projektowany obiekt jak swój prywatny dom, a przecież nie wiadomo, czy za pół roku ten czy tamten urzędnik nadal będzie zajmował swoje stanowisko. Trudno też zaakceptować fakt, że architekt ma się podporządkować wizjom urzędnika, skoro nie projektuje dla niego, a dla społeczności i dla danej przestrzeni. Nie sposób jednak wyobrazić sobie, że robisz projekt bez zgody urzędu, skoro urząd jest inwestorem. To ciężkie przeżycie, zwłaszcza ze świadomością, że masz dobre pomysły, a słyszysz od urzędnika "nie, to nie tak, o tu mamy takie zdjęcie, tu byłem, na Wyspach Kanaryjskich i widziałem taki budynek, niech pan popatrzy". Przerysowuję, ale chcę pokazać problem, że mniej więcej tak zachowują się czasem ludzie, z którymi musimy konsultować rozwiązania, do których jesteśmy przekonani.

Studio Architektury projektowało rewitalizację poziomu 320 w kopalni Guido. Realizacja zdobyła nagrodę w konkursie Architektura Roku 2013 woj. śląskiego. Inwestorem był podmiot publiczny. Na jakie kompromisy poszliście?
Musieliśmy się wbić w pewnym sensie w ich myślenie o kopalni. My mieliśmy trochę inne koncepcje. Projektowaliśmy cztery komory, każda z nich miała być odrębną, jednorodną, homogeniczną przestrzenią. To nie zostało przyjęte, a szkoda, bo myślę, że pomysł był ciekawy i odważny. Uważaliśmy też, że należy projektować nowocześnie, a inwestor się wahał. Oczywiście po stronie inwestora była grupa osób, dla których trudna do akceptacji była sytuacja, że komora K8 może wyglądać inaczej niż kiedyś. A kiedyś wyglądało to tak, że np. do fragmentów ścian były przylepione kawałki węgla. Wiedzieliśmy, że tak nie można pokazywać kopalni. Węgiel w niej jest po prostu i nie trzeba go kleić do ścian.

Ale udało się postawić na swoim?
Udało, bo zrobiliśmy komorę K8 po naszemu. Homogeniczną przestrzeń wyłożoną płytami prasowanymi o znakomitej akustyce. Akustyka to był cel, który mieliśmy osiągnąć. Mogliśmy powiedzieć inwestorowi, że chciał ją mieć i ją dostał. Przekonaliśmy go, że osiągnęliśmy ciekawą formę, ale poprzez funkcje, bez cienia formalizmu. To się spodobało i dzięki temu mieliśmy spory kredyt zaufania.

Czym się różni projektowanie rewitalizacji od projektowania, dajmy na to, nowego budynku?
Rewitalizacja to proces, który przebiega przynajmniej na czterech płaszczyznach: ekonomicznej, architektonicznej, społecznej i planistycznej. I to proces, który ma wyzwalać pewną energię, ma być procesem ciągłym. Często gubimy definicję rewitalizacji i błędnie nazywamy sanację rewitalizacją. Zwykle mówimy tutaj o mocno zdegradowanych terenach, z dużymi problemami. Nowe obiekty częściej buduje się na łatwiejszych dla inwestorów terenach, ale oczywiście nie jest to reguła.

W kopalni Guido te przesłanki zostały spełnione?
Myślę, że tak. To przestrzeń, która nieźle funkcjonuje, została udostępniona ludziom, tworzy pewien przemysł oraz turystykę poprzemysłową Zabrza. Zdarza się jednak, że rewitalizacją określamy rzeczy super zrobione, jak loft, budynek poprzemysłowy, itp, ale które są jedynie odtworzeniem bryły i aplikacją nowej funkcji w starej formie.

Czyli w definicji rewitalizacji mieści się także budowa strefy kultury w Katowicach czy SCC?
SCC to przykład rewitalizacji, z którą nie mogę się pogodzić, ale tak, zgadza się. Strefa kultury też jak najbardziej, jest to rozwiązanie planistyczne, jakaś konstrukcja ekonomiczna i przestrzeń z jednej strony komercyjna, z drugiej publiczna.

Są też pewnie przy okazji rewitalizacji miny, na które można wpaść i błędy, które łatwo popełnić?
Oczywiście, ale dla rewitalizacji i projektowania w kontekście potencjalne miny są podobne. W przypadku projektowania zastanawiasz się, jak projektować, żeby nie zniszczyć zastanej przestrzeni, stworzyć wartość dodaną. Gdy wchodzisz do kopalni i ją rewitalizujesz, dodatkowo oprócz poszukiwania ducha miejsca szukasz pomysłów na przestrzeń, którą mieli twoi poprzednicy. Często masz świadomość, że błądzisz, czasem - że zmierzasz w dobrą stronę

Szacunek dla miejsca, powściągliwość - to sformułowania, które padały w uzasadnieniu jury dla Architektury Roku. Trudno powściągnąć fantazję architekta?
Trudno. Każdy chce się pokazać, każdy architekt i twórca w pewnym sensie jest narcyzem. Tego nie ma co ukrywać. Są jednak ludzie, którzy potrafią sporo czerpać nie tylko z własnego ego, ale i z kontekstu.

A ile w takim razie miejsca jest w architekturze dla ludzi? Zarzuca się architektom, że projektują ikony, w których nie ma miejsca dla człowieka.
Oczywiście, żeby być poprawnym politycznie, powinienem powiedzieć, że wszystko, co w życiu robiłem, robiłem dla ludzi. Ale to nie będzie prawdą. Architekt w pewnym sensie odkrywa nowe przestrzenie, definiuje je, a one dopiero później albo ludziom pasują, albo nie. Ale nie można powiedzieć, że coś jest złe, zanim się wydarzy.

A co, jeśli ludziom to odkrywanie nowych przestrzeni nie pasuje?
To przykra sytuacja. Jeśli rzeczywiście architekt ciężko do czegoś dochodził, dokonał kompromisów, wie, że mógłby coś zrobić lepiej, ale poprzez uwarunkowania nie mógł, to smutne. W mniejszym lub większym stopniu każdemu to się zdarza.

Zdarza się też, że architekt będzie dumny i zadowolony, a ludzie nie do końca.
Opowiem na przykładzie projektowania domku jednorodzinnego. 90 proc. ludzi będzie szczęśliwych, jeśli zaprojektujesz im domek z kolumnami przed wejściem, dachówką i kwiatkami na parapetach. Większość powie, że jest rewelacja, że architekt się sprawdził. Ale ty chcesz zrobić budynek nowoczesny, na który najpierw namawiałaś klienta, dużo cię to kosztowało, bo chciał mieć oczywiście dworek, ale jesteś uparta, tłumaczysz, że tak się już nie projektuje, że to drogie, że są tańsze i lepsze rozwiązania. Udaje ci się go przekonać i projektujesz, tyle że nagle on znów jest niezadowolony, bo okazuje się, że sąsiedzi stwierdzili, że to koszmar, że hala fabryczna, stodoła, że to bez sensu i że zepsuł krajobraz. I jest problem, bo tracisz klienta.

Miałeś takie przygody?
Mniej więcej.

I co wówczas, klient próbował zmieniać projekt?
Nie, telefon milczał, kontakt się urwał.

Jak się ma więc marzenie o dworku do świadomości architektonicznej? Kto projektuje domy z kolumienkami?
Architekci, nie da się tego ukryć.

Zgodziłbyś się zaprojektować taki dom jak z katalogu?
Wiesz, każdy powie, że nie, że w życiu. Ale co bym odpowiedział, gdyby przyszedł do mnie inwestor i rzucił sakiewkę złota na stół? Nikt jeszcze nie powiedział mi "sprawdzam", ale chciałbym wierzyć, że powiem wtedy "nie, dziękuję". Zdarzało nam się za to projektować skośne dachy, akcentować wejścia, ale zawsze staraliśmy się operować nowoczesnym językiem architektury.


Studio Architektury zdobyło w tym roku nagrodę w kategorii wnętrze w konkursie Architektura Roku woj, śląskiego za poziom 320, strefę K8 w kopalni Guido. Rewitalizację wnętrz zaprojektowali Arkadiusz Płomecki wraz z Sylwią Płomecką i Sebastianem Boreckim.

Wiadomości Katowice, Wydarzenia Katowice

Komentarze (3)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Adam (gość)

Cześć Wszystkim

Znalazłem nową stronke z doładowaniami telefonu za-darmo.
Pamiętajcie tylko jeden numer = jedno doładowania.

LINK - http://tiny.pl/qgfg1

guido (gość)

"Udało, bo zrobiliśmy komorę K8 po naszemu. Homogeniczną przestrzeń wyłożoną płytami prasowanymi o znakomitej akustyce. Akustyka to był cel, który mieliśmy osiągnąć. Mogliśmy powiedzieć inwestorowi, że chciał ją mieć i ją dostał. "

Taak, przed koncertem Pendereckiego na szybko obijali te fikuśne ściany płytami g-k bo akystyka okazała się do dupy :D
Ta komora wyglądała o niebo lepiej niż teraz.