RSS   |   
Zarejestruj się   |    Zaloguj się   |    Zaloguj przez facebook
Katowice » Wydarzenia » Kultura » Rammstein - Industrialny kołowrót muzyczny

Rammstein - Industrialny kołowrót muzyczny

2009-11-27, Aktualizacja: 2009-11-27 20:58

Dziennik Zachodni Marek Świrkowicz

Ze współzałożycielem i gitarzystą niemieckiej grupy Rammstein, Richardem Zvenem Kruspem, rozmawia Marek Świrkowicz.

Rammstein. (© fot. Uniwersal Music Polska.)

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij»
Widziałeś film "Bruno"?

Jeszcze nie. A dlaczego pytasz?


Bo mam wrażenie, że macie dużo wspólnego z jego bohaterem, wykreowanym przez Sachę Barona Cohena. Też jesteście przywiązani do języka niemieckiego, lubicie prowokować i nie uznajecie tabu...

Hm, chyba nie do końca. Cohen jest klaunem, chodzi mu wyłącznie o zabawianie gawiedzi. Jedyne podobieństwo, jakie dostrzegam, polega na tym, że zarówno u niego, jak i u nas nie ma ani odrobiny improwizacji. Wszystko jest od początku do końca zaplanowane.


Ale nie zaprzeczysz, że lubicie przekraczać granice - muzyczne, estetyczne, moralne...

Każdy artysta na swój sposób przekracza granice. Na tym polega istota sztuki. Nie możesz stać w miejscu, nie możesz być bezbarwny. Musisz jakoś oddziaływać na ludzi.


Dlatego posuwacie się do prowokacji i kontrowersyjnych zagrań?

Nie sądzę, żebyśmy byli aż tak bardzo kontrowersyjnym zespołem. Wszystko przecież zależy od przyjętych konwencji, od punktu widzenia.
∨ Czytaj dalej
Ostra muzyka rządzi się swoimi prawami. Tobie coś się wydaje kontrowersyjne albo prowokacyjne, a dla mnie to jest zupełnie normalne. Zawsze fascynowała mnie ciemna strona księżyca. To wszystko, co mroczne i nie do końca zdrowe. Ludzka psychika kryje w sobie tajemnice, o których nam się nawet nie śniło. I nie chodzi o to, że mam jakiś chytry plan, aby kogokolwiek prowokować. Po prostu interesuje mnie to jako człowieka. Może powinienem zostać psychiatrą, a nie muzykiem... (śmiech).


Na waszej nowej płycie jest piosenka zainspirowana historią Josefa Fritzla...

Powinnością artysty jest mówić o ważnych rzeczach. Dlatego wykorzystaliśmy tę historię. Niech nikt sobie jednak nie pomyśli, że śpiewając o Fritzlu, pochwalamy jego czyny albo że sami robimy coś podobnego. Osobiście jestem tą historią z jednej strony przerażony i zniesmaczony, ale z drugiej zafascynowany. Chciałbym wiedzieć, co tak naprawdę działo się w umyśle tego faceta. I o tym właśnie jest ta piosenka. Nie chodziło nam o wywołanie kontrowersji. Po prostu ta sprawa nie dawała nam spokoju. Tak jak prześladują cię jakieś książki albo filmy.


W innej piosence dość przewrotnie odwołujecie się do niemieckiej tradycji polowania. Jak dużą rolę w tym, co robicie, odgrywa dziedzictwo waszej ojczyzny?

Ha, w tej piosence nie chodzi tak naprawdę o polowanie na zwierzęta, tylko na dziewczyny (śmiech). A niemiecka tradycja ma dla nas ogromne znaczenie. Urodziliśmy się w NRD, tutaj się wychowaliśmy i to enerdowskie dziedzictwo wciąż jest w nas obecne, wciąż nas inspiruje. Co zresztą bardzo wyraźnie słychać w naszej muzyce. Gdybym urodził się powiedzmy w Nashville, grałbym pewnie bluesa, jazz albo country. Ale urodziłem się tutaj i gram dokładnie to, co czuję. Dlatego nasza muzyka nie brzmi amerykańsko, nie brzmi brytyjsko, tylko brzmi niemiecko. I to się nigdy nie zmieni.


Czy twoim zdaniem taki zespół jak Rammstein mógłby powstać w kraju, którego mieszkańcy nie mieli nigdy do czynienia z totalitaryzmem?

Nie, nie wyobrażam sobie czegoś takiego. To kwestia tego wszystkiego, czym nasiąkaliśmy od dzieciństwa. Mam wrażenie, że nawet w Rosji, która też przecież miała totalitarną przeszłość, brzmiałoby to inaczej. Rosjanie mają zupełnie inne tradycje muzyczne. Ich muzyka jest smutna, tęskna, chwytająca za serce. Nasza niemiecka tradycja nie ma z tym nic wspólnego. Poza tym język niemiecki jest twardy, uporządkowany, bardzo mocno akcentuje "raz". Inne języki mają zupełnie inny rytm. Dlatego nasza muzyka brzmi tak, a nie inaczej.


Na nowej płycie brzmi dodatkowo wyjątkowo różnorodnie. Mam wrażenie, że pomimo rozpoznawalnego stylu to wasze najbardziej eksperymentalne dzieło jak dotąd. Zgodzisz się z tym?

Tak naprawdę to w tej chwili z niczym się nie mogę zgodzić. Jestem w takim stanie, że kompletnie nie wiem, co myśleć o tej płycie. Zbyt dużo energii kosztowało mnie doprowadzenie tego wszystkiego do końca. Może za rok mógłbym ci powiedzieć, co tak naprawdę sądzę o tym materiale. Ale pocieszające jest to, że rozmawiałem już o nim z wieloma osobami i nie spotkałem dotąd nikogo, komu by się nie podobał. Więc może warto było przechodzić przez bóle i cierpienia ostatnich trzech lat.


Pamiętam, że w pewnym momencie zaczęły się nawet pojawiać plotki o odejściu Tilla Lindemanna i rozpadzie zespołu. Jak było naprawdę?

Przede wszystkim, żeby była jasność, Till nie odszedł z zespołu. Można to usłyszeć już w pierwszej piosence na płycie (śmiech). Ale, tak poważnie, to była najtrudniejsza płyta w całej naszej karierze.


Dlaczego?

Bo Rammstein to sześciu kapitanów, z których każdy chciałby na własną rękę dowodzić statkiem. A dobrze wiesz, że to niemożliwe. Dlatego ostatnie trzy lata upłynęły nam głównie na gadaniu, gadaniu i jeszcze raz gadaniu. Cały czas się kłóciliśmy, przerzucaliśmy się argumentami. Musieliśmy nauczyć się trudnej sztuki kompromisu. A im starszy się robisz, tym mniej ci zależy. Często było tak, że na długi czas zostawialiśmy sprawy swojemu biegowi, nie mieliśmy ochoty przekonywać się nawzajem i dawać się przekonać. Były momenty, że rzeczywiście chcieliśmy już sobie dać spokój. To nie była przyjemna praca nad muzyką, ale jakaś cholerna katorga. A kiedy bólu i cierpienia jest więcej niż radości, zaczynasz się zastanawiać, czy to wszystko naprawdę ma sens.


Skoro płyta ostatecznie się ukazuje, to chyba ma...

Z dzisiejszego punktu widzenia dochodzę do wniosku, że może o to właśnie chodzi. Że może warto cierpieć, żeby efekt był satysfakcjonujący. Nie pomyśl sobie, że jestem jakimś masochistą i ból inspiruje mnie do działania, ale czasem taka twórcza męka może być potrzebna. Kiedy wszystko przychodzi ci lekko, przestajesz zwracać uwagę na to, co istotne.


Jak udało się wam doprowadzić do końca pracę nad płytą? Jak radziliście sobie z ciągłymi sporami?

Próbowaliśmy wypracować jakieś rozsądne rozwiązania. Jednym z nich była praca w podgrupach. To nam pozwalało zapomnieć, że jest nas aż sześciu i każdy musi użerać się z pięcioma pozostałymi.


Czy są na płycie jakieś piosenki, co do których akurat wszyscy byliście zgodni?

Nie, wszystkie są efektem naprawdę zaciekłej walki. No, może z jednym wyjątkiem. Otwierająca album piosenka "Rammlied" powstała w miarę naturalnie i spokojnie.


Ta piosenka brzmi jak podsumowanie Waszej dotychczasowej działalności. Nawet cytujecie siebie sprzed lat...

Masz rację. Specjalnie wybraliśmy ten numer, żeby otwierał płytę, będziemy nim też zaczynać koncerty. Chcieliśmy przypomnieć ludziom, kim jesteśmy, i dać im do zrozumienia, że powróciliśmy do gry. Śpiewamy tam, że wraz z naszymi fanami jesteśmy jedną, silną ekipą.


Pomimo wewnętrznych problemów?

Tak. W obliczu gotowej płyty i nadchodzących koncertów to wszystko schodzi na dalszy plan. A ten utwór powstał z bardziej prozaicznego powodu. Znudziło nam się po prostu śpiewanie w kółko piosenki "Rammstein", a my naprawdę uwielbiamy śpiewać to słowo. Więc napisaliśmy po prostu nowy "Rammstein" (śmiech).


Czy w efekcie ciągłych zmagań podczas produkcji płyty powstało coś, do czego masz szczególny sentyment?

Moją ulubioną piosenką na tej płycie jest "Roter Sand". Ma w sobie odrobinę westernowy feeling, a przy okazji jest naprawdę piękna. Taka jak lubię: mroczna i piękna.


A jaki masz stosunek do wybranej na pierwszy singiel piosenki "Pussy"?

Uwielbiam ten numer! Jest po angielsku i jest tam dużo poczucia humoru. Wiem, że Niemcy nie są raczej na świecie postrzegani jako ludzie z poczuciem humoru, ale my zawsze lubiliśmy przemycać do muzyki humor. Nawet jeśli nie widać tego na pierwszy rzut oka. Dlaczego się śmiejesz?


Mam wrażenie, że to piosenka wręcz kabaretowa...

O tak, bez dwóch zdań. Do tego nakręciliśmy do niej taki zabawny teledysk...


Zabawny? Przecież to ostre porno!

No właśnie! Teraz całość jest jeszcze śmieszniejsza, nieprawdaż? A zarazem jeszcze ostrzejsza i bardziej mroczna. Jestem pewien, że ludziom się spodoba (śmiech).


W tekście do "Pussy" cały czas powtarzacie, że w Niemczech nie ma co liczyć na dobry seks. Macie tupet...

Ale to prawda! Kobiety są tutaj bardzo niezależne. Chociaż może masz inne doświadczenia... (śmiech)


Dziś, a potem w marcu zagracie w Polsce. Czego możemy się spodziewać?

Wszystkiego, co tylko sobie wyobrazicie (śmiech). A tak poważnie. Chcemy, żeby koncert był naprawdę spektakularny, a to nie jest łatwe. Na szczęście dysponujemy dość znacznymi środkami, więc powinno się udać.


Lubisz grać w Polsce?

Ja w ogóle lubię grać. I nie mogę się już doczekać, aż po pięciu latach wyjdę na scenę. Więc gdybym miał grać tylko w Polsce, nie miałbym nic przeciwko temu.


A czy jest coś, z czym nasz kraj szczególnie ci się kojarzy?

Mam strasznie słabą pamięć. Czasem nie pamiętam nawet własnego imienia, więc trudno, żebym pamiętał jakieś konkretne rzeczy z przeszłości. Ale jest jedna rzecz, którą pamiętam z Polski. Macie tam zespół, który się nazywa Izrael, prawda? Czyli, jak widzisz, Polska kojarzy mi się głównie z Izraelem. Czy to nie zabawne?




CV - Rammstein

Dzięki nim kulturalny dorobek Niemiec nie kojarzy się wyłącznie ze swojską, lekką muzyką biesiadną. Słyną z ostrej, ciężkiej muzyki i zapierających dech w piersiach pokazów pirotechnicznych. Dzisiaj wieczorem niemiecka grupa Rammstein po czteroletniej przerwie pojawi się w wypełnionym po same brzegi katowickim Spodku i sprawi, że nasza najlepsza (świeżo wyremontowana) hala znów zatrzęsie się w posadach.

Polski koncert Rammstein jest częścią europejskiej trasy koncertowej, promującej krążek "Liebe Ist Für Alle Da", który ukazał się w październiku tego roku. Co ciekawe, płyta trafiła na tak zwaną "czarną listę" w ich rodzinnym kraju, co oznacza, że w Niemczech album mogą kupić wyłącznie osoby powyżej 18 roku życia. Zabronione jest również emitowanie w rozgłośniach radiowych utworów "Pussy" i "Ich tut Dir weh". Muzycy nie mogą też grać ich na koncertach.

Zespół Rammstein istnieje od 1994 roku. Został stworzony z inicjatywy Richarda Kruspe, do którego dołączyli Christoph Schneider oraz Oliver Riedel. Skład kapeli uzupełniają: Till Lindemann, Paul Landers oraz Christian Lorenz.

Przeczytałeś?

Oceń ten artykuł
+

Ocen pozytywnych

Ocen negatywnych

0 0
-

Komentarze (1)

Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

egon (gość) 2009-11-27 19:00

kochomy ich .

0 / 0 odpowiedz

Ogłoszenia nieruchomości

Ogłoszenia motoryzacyjne

  • Peugeot 2.0 diesel 2011r. Peugeot 2.0 diesel 2011r.
    98900.00 zł
    Światła przeciwmgielne z funkcją statycznego doświetlania zakrętów, Wspomaganie układu kierowniczego - progresywn
  • Peugeot 407 2.0 diesel 2008r. Peugeot 407 2.0 diesel 2008r.
    35900.00 zł
    BEZPIECZEŃSTWO : - Poduszka powietrzna kierowcy - Poduszka powietrzna pasażera - Boczne Poduszki powietrzne - Ku

Ogłoszenia pracodawców

  • Hostessa Rybnik,Wodzisław,Racibórz,Żory,Jastrzębie
    Agencja Metropolis zatrudni Hostessy/Promotorów na terenie Rybnika.Wymagania:książeczka sanepidowska,dyspozycyjność,uczciwość.CV proszę przesłać na poda...
  • Elektryk Sosnowiec
    Zatrudnię elektryków z doświadczeniem przy układaniu bednarki,odgromienia na płaskich dachach. Układaniu wlz w wykopach.
  • kasjer-sprzedawca Gliwice-Łabędy
    Poszukuję do pracy w sklepie ogólno-spożywczym, miłej, dyspozycyjnej uczciwej osoby. Gwarantuję pracę w miłym i zgranym zespole. Praca w systemie 3 zmia...