- W okolicy jest 17 barów, a teraz dołożyli nam jeszcze sklep z dopalaczami. Wieczorami jak się grupa kilkunastu wstawionych osób zbierze pod blokiem, to strach nawet do sklepu czy na śmietnik z domu wyjść. Jak zaczną kupować te dopalacze, to będzie jeszcze gorzej - mówi nam pani Maria, mieszkanka osiedla Gwarków. Nic dziwnego więc, że mieszkańcy wystosowali już apel do prezydenta miasta Mariana Janeckiego z żądaniem zamknięcia kontrowersyjnego sklepu.
Urzędnicy niewiele mogą jednak zrobić. - Firma, która uruchomiła ten sklep, nie musiała starać się o uzyskania od gminy koncesji lub zezwolenia. Nie mamy więc podstawy prawnej, by wpłynąć na firmę. Gdybyśmy to zrobili, złamalibyśmy ustawę o swobodzie działalności gospodarczej - tłumaczy Katarzyna Wołczańska, rzeczniczka urzędu miasta.
Sklepy oferujące klientom dopalacze powstają w Polsce w ostatnich miesiącach jak grzyby po deszczu. Podobne "fun-shopy" - bo taką nazwę noszą one najczęściej - pojawiły się już w sąsiednim Rybniku, Wodzisławiu i Raciborzu.
Podstawą ich działalności jest luka w przepisach, bo choć w kraju obowiązuje zakaz sprzedaży środków odurzających - produkty dostępne w sklepach z dopalaczami mimo że mają właśnie takie działanie, są sprzedawane jako "środki kolekcjonerskie". Oznacza to, że kupujący powinien je schować do szuflady, a nie zażywać.
O tym, że młodzi ludzie zamiast zbierać dopalacze - zażywają je - zdaniem mieszkańców świadczy fakt, że od momentu uruchomienia sklepu z tymi specyfikami, na osiedlu doszło do wielu aktów wandalizmu i dewastacji.
- Do końca września wyrządzono szkody na ponad 12 tysięcy złotych - ocenia Sławomir Mianowski, członek zarządu osiedla i członek Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej Nowa. - Na naszym osiedlu są tylko bary, a od października funkcjonuje jeszcze ten sklep, do którego ustawiają się długie kolejki chcących poprawić sobie humor młodych ludzi. Młodym ludziom brakuje jednego klubu osiedlowego, gdzie mogliby się spotkać, porozmawiać - dodaje.
Alternatywę dla spędzania czasu na klatkach schodowych proponuję młodzieży Zbigniew Supernak, członek zarządu osiedla. Rozdaje im za darmo bilety na basen, lodowisko i siłownię.
- Spotykam się z tymi młodymi ludźmi i rozmawiam, przekonuję że mogą inaczej spędzić czas - mówi społecznik. Pan Zbigniew prowadzi też zajęcia z fotografii, a w kwietniu zorganizował cieszący się dużym zainteresowaniem młodzieży turniej komputerowy. - Istnienie sklepu z dopalaczami psuje całą pracę, jaką wykonuję, bo coraz młodsze dzieciaki sięgają po te substancje. Nie możemy pozwolić na to, żeby tak łatwo mogli je kupić - podkreśla Zbigniew Supernak. On także podpisał się pod listem otwartym do władz miasta z żądaniem likwidacji jastrzębskiego sklepu z dopalaczami.
Szanse na spełnienie tej prośby są jednak niewielkie, bo według prawa, sklepy tego typu działają legalnie. - Można kupić w nich substancje, które nie są zabronione w świetle ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Ludzie którzy zaopatrują się w takich punktach, jeżeli zażywają zakupione w nich specyfiki, robią to na własną odpowiedzialność - mówi sierżant Inez Biernacka, rzeczniczka jastrzębskiej policji. - Zawsze jeżeli mamy podejrzenie o popełnionym przestępstwie lub wykroczeniu, podejmujemy działania w celu ich zwalczania. Póki co niepokojące sygnały dotyczące sklepu docierają do nas jedynie z mediów. Sygnały te zostały sprawdzone i nie potwierdziły się - dodaje. Szef sklepu nie chciał komentować zarzutów mieszkańców.