Goczałkowice

Nazwa Goczałkowice pochodzi od założyciela osady. Goczałkowice, dawniej Goczałkowicze, to inaczej ludzie Goczałka, imienia dość popularnego niegdyś na tych terenach. Około roku 1.

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij
Nazwa Goczałkowice pochodzi od założyciela osady. Goczałkowice, dawniej Goczałkowicze, to inaczej ludzie Goczałka, imienia dość popularnego niegdyś na tych terenach. Około roku 1.300 Goczałkowice podporządkowane zostały obowiązującemu wówczas prawu flamandzkiemu czy frankońskiemu, które zrobiło z nich tzw. ulicówkę (zabudowania usytuowane zostały wzdłuż drogi, a za nimi wąskimi łanami ciągnęły się pola uprawne prostopadle do gospodarstw i drogi). Wcześniej wieś miała pewnie zabudowę nieregularną.

Goczałkowickie naj

Najstarsza mieszkanka gminy liczy sobie 98 lat. Jest to Maria Celer. W przedziale od 90 lat do stu jest pięć innych mieszkańców.

Najbardziej znanym goczałkowiczaninem jest rzeźbiarz Stanisław Hochuł, autor m.in. pomnika katyńskiego w Katowicach.
∨ Czytaj dalej



Najbardziej zaniedbanym miejscem w Goczałkowicach jest dworzec PKP.














Kuracja uzdrowiska

Plusy Goczałkowic to: dobrze wyszkolona kadra lekarzy i rehabilitantów, nowoczesne metody leczenia (m.in. krioterapia), korzystny mikroklimat. Minusy: mizerna baza - zlepek budowli z różnych okresów i stylów. Od secesyjnego hotelu "Prezydent", po sanatorium "Gwarek" i zakład przyrodoleczniczy z czasów późnego Gierka i szczątkowa infrastruktura - kilka sklepików, sezonowa smażalnia ryb, poczta, trzy restauracje, cukiernia, pawilon handlowy dawnego GS i największa letnia atrakcja - staw Maciek z wypożyczalnią rowerów wodnych i barem piwnym. Jest jeszcze przedwojenny park i nieczynny dworzec kolejowy.

W ciągu roku przyjeżdża do Goczałkowic około 13 tysięcy kuracjuszy. Aby w dalszym ciągu można ich tu przyjmować, rozpoczęto kurację samego uzdrowiska. Na tę Wojewódzki Ośrodek Reumatologiczno-Rehabilitacyjny otrzymał 5 mln zł pożyczki od Urzędu Marszałkowskiego.

- Zaczęliśmy od modernizacji dachów. Nad całym Zakładem Przyrodoleczniczym dach przeciekał, tworzył się grzyb. To samo nad stołówką, nie mówiąc o kuchni, która żywi całe uzdrowisko. Wymieniając poszycie, od razu ocieplamy dachy. W sumie było tego 1,5 hektara. We wszystkich pawilonach, z wyjątkiem zabytkowego Wrzosu, który zostawiamy na przyszły rok, zostały wymienione okna. Zaizolowaliśmy również przewody grzewcze, dzięki czemu zużycie gazu w kotłowni zmniejszyło się już o kilkanaście procent - wylicza Andrzej Piekarz, dyrektor administracyjny WORR.

Początki Goczałkowic sięgają roku 1856, gdy pruski zarząd górniczy szukając w okolicy pokładów soli, natrafił na źródła solanki bogatej w jod i brom. Drugim bogactwem nadwiślańskiej wsi była borowina, która leczy choroby stawów.













Jak w kurorcie

Goczałkowice Zdrój odróżnia od innych górnośląskich miejscowości to, że co parę kroków można spotkać szyld z napisem "pokoje gościnne". Niby nic dziwnego, bo niedaleko stąd do Pszczyny czy Bielska, a i do Krakowa blisko. Byłoby czym czas wypełnić, gdyby się zdecydować na urlop w tym miejscu, gdzie przyjeżdża się głównie po zdrowie: na rehabilitację, na zabiegi, po odnowę biologiczną? Na przełomie XIX i XX wieku zjeżdżali tu bogaci kuracjusze niemal z całej Europy, a pensjonaty, hotele i domy zdrojowe przy dzisiejszym deptaku prześcigały się w atrakcyjności swojej oferty. Dziś jednak, poza spokojem, ciszą i czystym powietrzem, na niewiele więcej można tu liczyć.

- Gości, którzy przyjechaliby na dłużej, jest niewielu - mówi Irena Krasoń, która wraz z mężem Piotrem prowadzi dom przy Szkolnej, gdzie jest dwanaście miejsc noclegowych po 30 zł każde. - Największą grupę stanowią osoby, które zatrzymują się na jedną noc. To często kierowcy przemierzający Polskę z jednego krańca na drugi. Niektórzy są już stałymi gośćmi. Wyruszając w trasę, dzwonią do nas rezerwując pokój, który opuszczają wczesnym rankiem.

Część klientów Krasoniów to firmy. Wynajmują pokoje na czas wykonania zlecenia. O pokoje pytają rodziny kuracjuszy, które przyjeżdżają w odwiedziny, ale też na krótko. Na tydzień czy półtora wpadają obywatele Niemiec, by tanio podreperować zdrowie. Wśród mieszkańców dużych miast Śląska rośnie popularność goczałkowickich weekendów. Przyjeżdżają po spokój i ewentualnie odnowę biologiczną.

Krasoniowie i inni właściciele pokoi gościnnych liczą, że przyjdzie czas, iż goście znajdą w Goczałkowicach dość atrakcji, by spędzać tu urlopy. Cała nadzieja w gminnych planach na zagospodarowanie parku zdrojowego oraz stawu Maciek, które przeszły pod zarząd gminy po latach przynależności do województwa.













Basen zasilany słońcem

Najnowszym nabytkiem Goczałkowic jest basen. Jego budowa podzieliła do tego stopnia lokalną władzę, że doszło do referendum, w którym mieszkańcy mieli się wypowiedzieć, czy nie odwołać Rady Gminy poprzedniej kadencji, która w dużej mierze była za basenem. Mniejszość uważała bowiem, że gminy nie stać na taką inwestycję. Mieszkańcy jednak poparli pomysł i tych, którzy basenu chcieli i basen jest. Ma m.in. saunę, brodzik, dwie wanny (jedną na kąpiele solankowe, drugą z hydromasażem) oraz trybuny na 200 miejsc. Najważniejsze jednak, że na dachu zamontowano sprawdzone w innych miejscach gminy kolektory słoneczne, które wpłyną na oszczędności w kosztach utrzymania obiektu. Woda będzie bowiem podgrzewana energią słoneczną.

Na start nowego basenu gmina przygotowała mieszkańcom prezent: siedem darmowych godzin! Stosowny karnet można odebrać do końca roku.











Spytaliśmy mieszkańców i kuracjuszy co sądzą o Goczałkowicach

Stefan Piszczek

Mamy dobrą gminę i dobrego wójta. Nie angażuje się politycznie, za to dba o gospodarkę. Tyle się w Goczałkowicach buduje: jest nowa szkoła, hala sportowa, teraz kryty basen. I drogi mamy porządne. Źle, że nie da się zrobić porządku ze zrujnowanym dworcem.


Rudolf Grzemski

Po tygodniowym pobycie na leczeniu mam już wyrobione zdanie o Goczałkowicach. Zabiegi - super, personel uprzejmy, jedzenie dobre i jest go sporo. W takich warunkach człowiek się szybko relaksuje i poprawia na zdrowiu. Jestem tu z żoną, ona uważa podobnie.


Emilia Kuryło

Bardzo pozytywnie oceniam tutejsze lecznictwo. Dlatego, gdy lekarz zaleca mi sanatorium, zawsze proszę o Goczałkowice. Potrzebuję dobrych zabiegów na moje chore kolana, i spokoju - i to tutaj znajduję. Na dodatek okolica ładna i jest gdzie pospacerować.


Klaudia Krasoń

Przyjemnie, kiedy do takiej małej miejscowości jak Goczałkowice przyjeżdżają ludzie z daleka. Szkoda, że gmina nie bardzo dba o niepełnosprawnych; wjeżdżanie wózkiem na chodniki jest bardzo trudne. I mogłaby więcej myśleć o młodzieży, która nie ma tu, co robić.
Sylwia Plucińska, Jolanta Pierończyk Sylwia Plucińska, Jolanta Pierończyk
źródło: Dziennik Zachodni

Komentarze (1)

avatar
avatar
jasiu z Tychów (gość)

O czym tu gadka, ja pamiętam kiedy do Goczałkowic przyjeżdząło pół Śląska nad zaporę . Działały tam bary , były tam ośrodki wypoczynkowe,. Jest tam przystań . To perła Śląska, tylko twardogłowi nie mogą wykorzystać tego co maja - zwykła banda wsioków. Dlaczego od dworca G-Z przez Bór nie są stworzone ścieżki z zapleczem do zapory? To malownicze strony. Można dać ludziom pracę . Piszecie o pierdołach a nie wiecie co macie.

Wybierz kategorię