Wybierz region

Wybierz miasto

    Tomasz Prasnal wszystko podporządkował futbolowi

    Autor: Andrzej Azyan

    2005-02-18, Aktualizacja: 2005-02-18 09:10 źródło: Dziennik Zachodni

    Dokładnie za miesiąc (18. III) rozpocznie 27 rok życia. Dla piłkarza jest to optymalny wiek, z czego doskonale zdaje sobie sprawę Tomasz Prasnal, bo o niego chodzi.

    Dokładnie za miesiąc (18. III) rozpocznie 27 rok życia. Dla piłkarza jest to optymalny wiek, z czego doskonale zdaje sobie sprawę Tomasz Prasnal, bo o niego chodzi.
    Choć aktualnie jest zawodnikiem Górnika Łęczna, często można go spotkać na stadionie przy ulicy Roosevelta w Zabrzu. Nie może być jednak inaczej, gdyż niedaleko od tego obiektu znajduje się jego rodzinny dom, a mieszka w nim jego ojciec.

    Dziarski ośmiolatek

    Co najbardziej lubią chłopcy? Jedną z odpowiedzi na to pytanie może być, gra w piłkę nożną. Przynajmniej tak było w czasach, kiedy Tomek był małym brzdącem. Mając osiem lat zapisał się do drużyny trampkarzy Górnika Zabrze. Najpierw dostał się do grupy prowadzonej przez trenera Edwarda Szombarę, a później trenera Karola Dominika. Ci dwaj doświadczeni szkoleniowcy ukształtowali go piłkarsko, rozwijając jego talent. Później naturalną koleją rzeczy dostał się do drużyny juniorów, którą wspólnie prowadzili Zygmunt Kajda i Jan Frączek. Wywalczyła ona mistrzostwo Międzywojewódzkiej Ligi Juniorów Makroregionu Południowego. To dało jej prawo gry w finałowym turnieju o mistrzostwo Polski. Górnik był faworytem tych rozgrywek i to chyba zgubiło. Ostatecznie młodzi zabrzanie zajęli piąte miejsce. W tej drużynie występowali między innymi Stanisław Wróbel, Arkadiusz Matejko.
    - Graliśmy pod olbrzymią presją. Bardzo się staraliśmy, ale nic nam nie wychodziło - wspomina Prasnal.
    Już wtedy Tomek dał się poznać jako bardzo ambitny zawodnik.
    - Był żywym srebrem na boisku. Zawsze się znajdował tam, gdzie się coś działo. Walczył do upadłego. Odznaczał się niezwykłą motoryką i agresywnością - mówi trener Frączek.
    W ekstraklasie już jako senior, Prasnal zadebiutował 26 września 1998 roku w meczu z Amiką we Wronkach.
    - Trener Żurek wpuścił mnie na boisko na kilka minut. Starałem się jak mogłem. Bardzo chciałem zdobyć bramkę, ale nie udało się mi tego zrealizować - zapewnia Tomek.
    W zabrzańskiej drużynie Prasnal rozegrał 110 meczów w ekstraklasie, a także sporo w Pucharze Polski. Kiedy zastanawiał się nad tym, które ze spotkań najbardziej utkwiło mu w pamięci, że przegrany finał Pucharu Polski z Polonią Warszawa w 2001 roku.
    - Mieliśmy wtedy szansę ponownego zaistnienia w Europie, nawiązania do tradycji dawnego wielkiego Górnika. Niestety nie udało się - twierdzi Prasnal.

    Turecka zapora

    Tomek ma za sobą występ w biało-czerwonych barwach. W 1999 roku Paweł Janas ówczesny trener olimpijskiej reprezentacji Polski powołał go na drugi barażowy mecz z Turcją, którego stawką był wyjazd na igrzyska w Sydney w 2000 roku. Szansa była ogromna, bo pierwsze spotkanie Polacy wygrali 2:1. Wydawało się, że nic złego nie może się stać naszym chłopcom, a tymczasem przegrali oni w Ankarze 0:1 i w ten sposób Turcy dzięki bramce strzelonej na wyjeździe zapewnili sobie przepustki do Australii.
    - Nie potrafiliśmy sobie wytłumaczyć, jak się to stało, że Turcy nas pokonali. Przygotowywaliśmy w szczególny sposób do tego meczu. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że jeżeli nie awansujemy, to nasza drużyna zostanie rozwiązana, a nam bezpowrotnie minie szansa nie tylko na wyjazd do Sydney, ale także na szersze pokazanie się w futbolowym świecie - przekonuje Prasnal.

    Z Górnika do... Górnika

    Dość niespodziewanie jakby się mogło wydawać Prasnal dwa lata temu przeniósł się do Górnika Łęczna. Jak twierdzi nie dogadał się w sprawach finansowych z prezesem zabrzańskiego Górnika Zbigniewem Koźmińskim. Otrzymał wtedy propozycje gry w kilku klubach pierwszoligowych, ale najbardziej korzystna okazała się ta z Łęcznej.
    - Słyszałem, że to stabilny klub. Kiedy pojechałem do Łęcznej, okazało się, że ta opinia w pełni się potwierdziła. Szybko porozumiałem się z tamtejszym prezesem i podpisałem kontrakt - przypomina Prasnal. Miał jednak ogromnego pecha. Na pierwszym zgrupowaniu przed nowym sezonem podczas gry kontrolnej w starciu z bramkarzem doznał zerwania wiązadeł krzyżowych. Przeszedł skomplikowaną operację w Warszawie. Potem odbył długą rehabilitację. Na początku jesiennej rundy obecnego sezonu pojawił się na boisku. Rozegrał cztery mecze i znowu zerwał wiązadło. W październiku ubiegłego roku kolejny raz był operowany. Już trzy i pół miesiąca przechodzi rehabilitację. Ma nadzieję, że pod koniec kwietnia lub na początku maja znowu wróci na boisko.
    Z Górnikiem Łęczna ma podpisany kontrakt do 30 czerwca 2006 roku. Na pytanie czy myśli o ewentualnym powrocie do Górnika Zabrze po krótkim zastanowieniu odpowiedział, że niczego nie można wykluczyć.
    - Mam bardzo miłe wspomnienia z pobytu na stadionie przy ulicy Roosevelta. Tworzyliśmy zgraną paczkę, do której należeli Jacek Wiśniewski, Adam Kompała, Piotr Gierczak, Grzegorz Bąk, Michał Probierz, Błażej Radler. Bardzo dobrze rozumieliśmy się na boisku. Poza nim też spotykaliśmy się. Po wygranym meczu chodziliśmy na dyskoteki, aby uczcić zwycięstwo. Zawsze jednak bawiliśmy się z umiarem - zapewnia Tomek.

    Z wymienionych przez niego zawodników, nikt już nie gra w Zabrzu. Zmienili kluby, rozjechali się po całej Polsce. Inny też jest Górnik, w którym kiedyś występowali. Ma spore kłopoty. Chyba niektórych piłkarzy za wcześnie się pozbyto, wśród nich także Prasnala.




    Sonda

    Czy uważasz, że właściciele i administratorzy budynków, ktorzy nie odśnieżaja chodników wzdłuż swoich posesji powinni płacić wysokie kary?

    • Zdecydowanie tak (69%)
    • Nie, chodniki to nie ich problem (23%)
    • Nie mam na ten temat zdania (7%)