Wybierz region

Wybierz miasto

    Rozmowa z dr Aleksandrą Namysło, historykiem z Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach

    Autor: Stanisław Bubin

    2006-07-28, Aktualizacja: 2006-07-28 08:15 źródło: Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni: 63 lata temu, 1 sierpnia 1943 roku, rozpoczęła się całkowita likwidacja gett w Będzinie i Sosnowcu. Doszło do zbrojnego oporu, zorganizowanego przez Żydowską Organizację Bojową...

    Dziennik Zachodni: 63 lata temu, 1 sierpnia 1943 roku, rozpoczęła się całkowita likwidacja gett w Będzinie i Sosnowcu. Doszło do zbrojnego oporu, zorganizowanego przez Żydowską Organizację Bojową...
     
    Aleksandra Namysło: Zagłębie Dąbrowskie było największym skupiskiem ludności żydowskiej w rejencji katowickiej, utworzonej decyzją Hitlera 8 października 1939 roku. Całą rejencję zamieszkiwało około 100 tys. Żydów, z czego większość w Zagłębiu, m.in. w Sosnowcu, Będzinie, Dąbrowie Górniczej, Czeladzi, Modrzejowie.

    DZ: Dlaczego Niemcy koncentrowali Żydów właśnie w tym rejonie?

    AN: Pierwotnie zakładano wysiedlenie ludności żydowskiej z tego terenu do Generalnego Gubernatorstwa. Kilka rozporządzeń w tej sprawie ukazało się w 1939 i 1940 roku. Zarzucono tę koncepcję w 1941 roku. Przygotowując się jednak do jej zrealizowania, przeprowadzono przesiedlenia wewnątrz rejencji, koncentrując ludność żydowską mieszkającą dotąd na terenie przedwojennego województwa śląskiego bliżej granicy z Generalnym Gubernatorstwem. W maju i czerwcu 1940 roku ponad 4.000 Żydów przesiedlono do Olkusza, Chrzanowa, Zawiercia. W kwietniu 1941 roku zlikwidowano skupisko Żydów w Oświęcimiu, przenosząc ich do Będzina i Sosnowca. Pod koniec 1942 roku te miasta stały się właściwie jedynymi skupiskami Żydów w rejencji.

    DZ: Czy Żydzi miejscowi i przesiedleni od razu trafiali do getta?

    AN: Proces tworzenia gett w Sosnowcu i Będzinie rozpoczął się w październiku 1942 roku, znacznie później niż w Generalnym Gubernatorstwie i pozostałych ziemiach wcielonych. Do tego czasu Żydzi mieszkali przy wydzielonych ulicach w centrach miast. Przeniesienie dzielnic żydowskich na Środulę i Kamionkę i ich zamknięcie było następstwem wielomiesięcznych starań Prezydium Policji w Sosnowcu, przy akceptacji i poparciu Mojżesza Merina, przewodniczącego Centrali Żydowskich Rad Starszych na Wschodnim Górnym Śląsku. Merin przed wojną nie cieszył się najlepszą opinią w Sosnowcu, uznawano go bowiem za lawiranta politycznego i hazardzistę. Ku zaskoczeniu miejscowych Żydów, stał się on jedynym decydentem w sprawach żydowskich. Zdecydował o tym przypadek. Jak zeznają świadkowie, w pierwszych dniach września 1939 roku to właśnie 38-letni wówczas Merin jako jedyny wystąpił z grupy żydowskich mieszkańców Sosnowca, uwięzionych w piwnicach ratusza, kiedy niemiecki oficer rozkazał, by zgłosili się przedstawiciele gminy wyznaniowej. W "nagrodę" za taką postawę Niemcy powierzyli mu organizowanie zarządów wszystkich gmin wyznaniowych w rejencji katowickiej (oprócz Bytomia, Zabrza i Gliwic) i w części rejencji opolskiej (Zawiercie i Blachownia). W grudniu 1939 roku decyzją Hansa Dreiera, kierownika referatu do spraw żydowskich katowickiego gestapo, stał się oficjalnie Leiterem, czyli kierownikiem i przełożonym wszystkich Żydów z tego obszaru.

    DZ: Do czego Niemcom potrzebna była Centrala Żydowskich Rad Starszych?

    AN: Zadaniem Centrali była organizacja życia podlegającej jej ludności żydowskiej, zgodnie z wytycznymi władz niemieckich. Warto podkreślić, że ten sprawnie zorganizowany urząd nie miał odpowiednika na innych terenach okupowanych. Dzielił się na wydziały i referaty zajmujące się poszczególnymi dziedzinami życia, miał również swoich przedstawicieli w terenie. To była wielka machina biurokratyczna. Merin poprzez urzędników zatrudnionych w Centrali (pod koniec 1941 roku zatrudniał ich ponad 1.700) pilnował, by skrupulatnie realizowano forsowaną przez niego od początku wojny koncepcję przetrwania Żydów poprzez pracę na rzecz okupanta i bezwzględne wypełnianie jego poleceń. Stąd Centrala dbała przede wszystkim o podnoszenie lub zmianę kwalifikacji zawodowych podopiecznych, organizując kursy i szkolenia, by sprostać wymogom gospodarki niemieckiej. Do początku 1942 roku nie było w Zagłębiu bezrobocia, a warunki bytowe i aprowizacyjne miejscowych Żydów były znacznie lepsze niż w Generalnym Gubernatorstwie. Nie dochodziło jeszcze do masowych wysiedleń. Ta sytuacja powodowała, że większość Żydów popierała koncepcje Merina, bo gwarantowały one bezpieczeństwo. Jak się miało wkrótce okazać, tylko pozorne i chwilowe.

    DZ: Kiedy zaczął narastać ruch oporu wśród Żydów?

    AN: Żydowskie organizacje młodzieżowe nastawiały się w pierwszym okresie wojny głównie na samokształcenie. W drugiej połowie 1941 roku nasiliły się jednak wśród młodzieży hasła samoocalenia i samoobrony. Samoocalenie wiązało się z poszukiwaniem dróg ucieczki z obszaru zamkniętego (przez Słowację i Węgry do Palestyny, czy formalnie za pośrednictwem organizacji syjonistycznych mających siedzibę w Genewie do państw południowoamerykańskich). Samoocalenie dokonać się mogło poprzez opór nie tylko wobec okupanta, ale także wobec Merina. Po masowych wysiedleniach, które nastąpiły latem 1942 roku, narodziła się koncepcja walki zbrojnej. Młodzież uzyskała poparcie Mordechaja Anielewicza, przywódcy ŻOB z Warszawy, który przyjechał do Zagłębia na początku 1942 roku i bezskutecznie próbował przekonać Merina do współpracy z młodzieżą. Młodzi gromadzili broń, próbowali nawiązać kontakty z polskim podziemiem. Kiedy 1 sierpnia 1943 roku rozpoczęła się likwidacja gett będzińskiego i sosnowieckiego, doszło do zbrojnego oporu zorganizowanego przez kilkunastu członków zagłębiowskiego ŻOB. Tę nierówną walkę młodzież żydowska prowadziła z przygotowanych wcześniej kilku bunkrów.

    DZ: Czy Rutka Laskier, 14-letnia Żydówka, której pamiętnik wydał właśnie Dziennik Zachodni, miała świadomość, jaki los jej rodzinie i wszystkim Żydom Zagłębia zgotowali Niemcy?

    AN: Lektura jej dziennika uprawnia do przypuszczeń, że miała tę świadomość od pierwszej masowej selekcji 12 sierpnia 1942 roku, kiedy z Będzina do KL Auschwitz hitlerowcy wywieźli około 5.000 osób. Merin pilnował jednak, by słowo Auschwitz nie funkcjonowało w świadomości Żydów. Z powojennych relacji wiemy, że ludzie Merina fabrykowali nawet listy od wywiezionych do Auschwitz, w których zapewniali o swoim bezpieczeństwie. Los zgotowany Żydom Zagłębia nie ominął zresztą Merina. 19 czerwca 1943 roku został wezwany do Prezydium Policji w Sosnowcu, tam został aresztowany ze swoim bratem i zastępczynią, po czym wywieziono ich do Auschwitz i zgładzono.

    DZ: Ilu Żydów przetrwało zagładę w Zagłębiu?

    AN: Ci, którzy mieli świadomość zbliżającego się niebezpieczeństwa, przygotowali sobie kryjówki. Schroniło się w nich około 1.600 osób, ale wielu zginęło, bo wychodzili na zewnątrz z głodu i pragnienia. Trudno oszacować, ilu Żydów przetrwało. W Będzinie w styczniu 1945 roku przebywało około 50 Żydów, w połowie czerwca 1.304. Przeważali repatrianci z ZSRR. Po pogromie kieleckim, który wywołał trwogę w całej Polsce, liczba Żydów uległa znacznej redukcji. Pod koniec 1946 roku żyło ich w mieście 180.

    DZ: Jaki los spotkał esesmanów, którzy likwidowali skupiska ludności żydowskiej?

    AN: W 1948 roku został stracony Friedrich Kuczynski, który pracował dla Organizacji Schmelt, eksploatującej żydowską siłę roboczą. Inni oprawcy także skazani zostali na kary śmierci lub długoletnie więzienia.

    DZ: Jaki był stosunek polskich sąsiadów do losu Żydów?

    AN: Umownie można wydzielić trzy etapy w relacjach polsko-żydowskich w Zagłębiu. Z września 1939 roku można podać wiele przykładów solidarności polsko-żydowskiej, co było naturalną reakcją obu środowisk na wydarzenia pierwszych dni wojny. Dezorientacja i chaos, poczucie wspólnej krzywdy zbliżyły do siebie obie społeczności. Na przykład ks. Mieczysław Zawadzki, proboszcz parafii Św. Trójcy w Będzinie, uratował ponad 100 Żydów. Podobnie dr Tadeusz Kosibowicz. W kolejnych miesiącach wojny kontakty sprowadzano raczej do wspólnego handlu, szmuglu i robienia interesów. W miarę ustabilizowana sytuacja, w jakiej znaleźli się zagłębiowscy Żydzi, nie wymagała jeszcze szukania pomocy. Zmiana nastąpiła w okresie masowych wysiedleń, tworzenia gett, a zwłaszcza w czasie i po likwidacji gett. Wówczas zaistniała wśród Żydów potrzeba ratunku i szukania schronienia po aryjskiej stronie. I tu mamy do czynienia z polaryzacją postaw. Z jednej strony bezinteresowna pomoc z narażeniem życia i represje. Na przykład Stanisława Cicha z Sosnowca ukrywała w domu kilkunastu Żydów, za co została zesłana do Ravensbr%FCck. Z drugiej często dochodziło do szmalcownictwa, o czym świadczą raporty policji niemieckiej. Należy jednak dodać, że Żydzi zagłębiowscy w większości żyli przed wojną w izolacji od polskich sąsiadów. I, jak wielokrotnie przyznają w spisanych po wojnie relacjach, to powodowało, że trudno było im nawiązać kontakty z polską stroną. Nie wiedzieli, gdzie szukać pomocy i do kogo się udać. Poza tym wszelkich kontaktów pod groźbą oddania w ręce gestapo zabraniał im Mojżesz Merin. Zakaz wszelkich stosunków z Polakami był jednym z elementów jego koncepcji przetrwania.

    DZ: Ile dokumentów pisanych w Zagłębiu w czasie okupacji, takich jak pamiętnik Rutki Laskier, zachowało się do dzisiaj?

    AN: Po wojnie powstało kilka pamiętników Żydów zagłębiowskich. Znajdują się one w Żydowskim Instytucie Historycznym. W latach 1945-1946 spisano także kilkaset relacji świadków. Natomiast pamiętnik Rutki Laskier jest jedynym tak oryginalnym i tak wyjątkowym dokumentem z czasów zagłady.





    Warto mieć tę książkę

    Nakładem Prasy Śląskiej, wydawcy DZ, ukazał się "Pamiętnik Rutki Laskier", ujawniony dopiero w 2006 roku, przejmujący dokument czasów okupacji. To dziennik 14-letniej Żydówki z Będzina o ostatnich miesiącach jej życia w getcie. Rodzice Rutki, Jakub i Dwojra, mieszkali przy ul. Św. Jana (obecnie Moniuszki) pod numerem 4. W kwietniu 1943 roku hitlerowcy przesiedlili całą rodzinę do getta na Kamionce. Wtedy urywają się zapiski w pamiętniku. W sierpniu 1943 roku Jakub, Dwojra, Rutka i jej braciszek Joachim wywiezieni zostali do KL Auschwitz-Birkenau. Na rampie zostali rozdzieleni. Matka z dziećmi trafiła wprost do komory gazowej. Ojciec przeżył. Wywieziony został do Sachsenhausen, gdzie jako były bankier zmuszony został do podrabiania banknotów. Rutka, wątpiąc w szanse doczekania końca wojny, chciała, by dziennik przetrwał, więc go ukryła na podeście schodów, między podwójnymi deskami. Jej polska znajoma, Stanisława Sapińska, w 1944 roku, gdy jej rodzina wróciła do splądrowanego domu, odnalazła dziennik Rutki. Przez przeszło 60 lat stanowił on dla niej cenną, osobistą pamiątkę. Książka, którą oddaliśmy do rąk Czytelników DZ, wzbogacona została o liczne, bogate objaśnienia, dokumentalne fotografie z Będzina i rodzinne zdjęcia Laskierów. W cenie 10 zł można ją kupić we wszystkich Biurach Ogłoszeń oraz w Dziale Marketingu DZ, tel. 032-358-33-19, e-mail: m.cholewinski@dz.com.pl.

    Sonda

    Czy uważasz, że właściciele i administratorzy budynków, ktorzy nie odśnieżaja chodników wzdłuż swoich posesji powinni płacić wysokie kary?

    • Zdecydowanie tak (69%)
    • Nie, chodniki to nie ich problem (23%)
    • Nie mam na ten temat zdania (7%)