Marcin Studniarczyk stwierdził, że ma już serdecznie dość Wielkiej Brytanii. Choć do Londynu wyjechał trzy lata temu i wciąż jeszcze nieźle zarabia jako projektant stron internetowych, coraz poważniej zastanawia się nad wyjazdem.
- Wszystko przez kryzys - mówi krótko. To on spowodował, że każdy musi liczyć się z tym, że jak nie dziś, to jutro może stracić pracę. - A nowej nie znajdzie się szybko albo i wcale - opowiada Marcin.
Nie zamierza jednak wracać do Polski, gdzie wynagrodzenia są niższe niż w krajach Zachodu, a złoty jest niestabilny. Zastanawia się nad wyjazdem do Australii. Podobnie jak on myśli już coraz więcej Polaków z najnowszej emigracji, mieszkających w Zjednoczonym Królestwie i Irlandii - a jest ich tam ok. 1,2 mln.
Według najnowszego raportu portalu Money.pl niemal 60 proc.
chce uciec z pogrążonych w recesji Wysp. Najwięcej, bo 17,4 proc. z nich - czyli ponad 200 tysięcy - chciałoby wyjechać do Australii, 13,4 proc. do Norwegii, a prawie 6,7 proc. jako idealny kraj dla imigrantów wskazuje Kanadę.
Szczególne zainteresowanie Australią potwierdzają informacje portalu Global Visas, który śledzi zmiany w przepisach wizowych. Według ekspertów w ostatnim kwartale 2008 r. aż o 70 proc. wzrosła liczba Polaków z Wysp, którzy pytali o możliwość migracji na antypody.
Według prof. Krystyny Iglickiej, badaczki emigracji z Centrum Stosunków Międzynarodowych, Australia kojarzy się przede wszystkim z bezpieczeństwem i dobrobytem i jest to jeden z nielicznych krajów na świecie opierający się światowemu kryzysowi. Australijski system bankowy od dawna obwarowany był licznymi regulacjami, dzięki czemu instytucje finansowe nie udzielały pochopnie pożyczek firmom i osobom prywatnym. Międzynarodowy Fundusz Walutowy stwierdził jesienią ubiegłego roku, że australijska gospodarka nie tylko przetrwa międzynarodowy kryzys gospodarczy, ale w perspektywie kilku lat wciąż będzie rosła.
- Ale Polaków skuszą przede wszystkim dwie rzeczy - wysokie zarobki i niskie ceny nieruchomości - podkreśla Paweł Iwanowski z wrocławskiej firmy Perfect, która organizuje kursy językowe w Australii.
Wysokie pensje nie są mitem - lekarz specjalista pierwszego stopnia na prowincji zarobi równowartość 14-15 tys. zł, a inżynier - 20 tys. zł. Kucharz czy piekarz w małym mieście jest w stanie miesięcznie zarobić równowartość 8-9 tys. zł.
Rząd w Canberze szuka m.in. inżynierów, księgowych, architektów, specjalistów branży IT i lekarzy.
Polacy, by tam legalnie pracować, muszą wykazać się odpowiednimi kwalifikacjami i doświadczeniem, biegle posługiwać się językiem angielskim i mieć mniej niż 45 lat. A polscy lekarze muszą nostryfikować swoje dyplomy, co trwa średnio dwa lata.
Szczęście dopisało Joannie i Jakubowi Kozakiewiczom. Ona w Polsce nie miała pracy, on był informatykiem. Cztery lata temu osiedli w Melbourne. Joanna pracuje w biurze, Jakub w prywatnej firmie informatycznej. - Żyjemy spokojnie, bez stresów i obaw o jutro - mówią.